-Co się stało Newt?-Wydyszał Harry gdy wystarczająco przybliżył się do chłopaka.
-Powinni już być, wrota za chwilę się zamkną, coś się stało-Powiedział Newt obojętnym tonem w którym można było wyczuć przerażenie.
-To coś zróbmy do cholery, idźmy po nich czy...
Oczy Newta napotkały oczy Harry'ego, jego wzrok był surowy, pełny bólu i przygnębienia
-Czy ty nadal PURWA nie rozumiesz że NIE MOŻNA wchodzić do labiryntu? Nie masz takiegpo przywileju, z resztą nie znasz drogi, prędzej byś się zgubił...
-LABIRYNTU? TO LABIRYNT -Harry nie mógł się powstrzymać-kiedy zamierzałeś mi to powiedzieć?
-Nie rób z siebie pokrzywdzonego szczeniaku! Większość Njubi dowiaduje się o tym po miesiącu, więc nie obwiniaj mnie o to że nie powiedziałem ci wcześniej, bo nie musiałem!-Newt nie krył swojego gniewu, jego uszy i nos poczerwieniały a on sam nagrał bardziej bojowej postawy.
-TO SAM PO NIEGO IDŹ KRUTASIE SKORO JA NIE MOGĘ, NO DALEJ.-Harry nie mógł się opanować, miał ochotę rzucić się do labiryntu, jednak się bał, jego ciało walczyło, strach o Louisa walczył ze strachem przed labiryntem, serce biło mu mocniej.
Twarz Newta złagodniała, a nawet można by powiedzieć zesmutniała, spuścił wzrok na swoją nogę i odszedł kawałek, dopiero teraz Harry zauważył że Newt kuleje.
Znów zrobiło mu się głupio, znów odwrócił wzrok od Newta i odszedł kawałek w przeciwną stronę nadal pilnując wzrokiem jak się okazało-wejścia do labiryntu.
*
Biegli, prawie w ostatniej chwili biegli wszyscy zwiadowcy, labirynt powoli się zamykał jednak oni zdążyli, dali radę, Harry'emu ulżyło, pocił ucisk w klatce piersiowej, teraz wiedział że ta awantura była niepotrzebna, zobaczył też że Newt spojrzał z ulgą w niebo.
Louis za to był cały czerwony, zdyszany i spocony, tak jak i reszta zwiadowców, widać było że dali z siebie wszystko by dobiec na czas.
Harry podszedł do niego, nie dbał o to czy ktoś to zobaczy, teraz go nic nie obchodziło, chciał tylko zobaczyć niebieskie oczy Lou
sobota, 27 grudnia 2014
piątek, 12 grudnia 2014
Ten.
Nastał poranek. Harry był przyzwyczajony do porannej rutyny. Wstał sam.
Dziś miał mieć praktyki u Plastra, czyli chłopaka zajmującego się medycyną na strefie.
-Świetnie-pomyślał Harry ubierając koszulkę-Prędzej pozbawię kogoś życia niż komuś pomogę-Powiedział do siebie.
Wyszedł z pomieszczenia, niebo było fioletowo-różowe, dość wcześnie.
Newt'a nie było, Harry pomyślał że może uważa Harryego za odpowiedzialnego i uznał że nie potrzebuje już opieki. Nie była to dobra wiadomość, lubił Newta i nie chciał z nim zacierać kontaktów. Miał nadzieje że uda mu się z nim pogadać jeszcze dziś.
Wszedł do stołówki która była po prostu wielkim zbiorem stołów i krzeseł umieszczonych pod długim dachem. Usiadł na końcu przy krześle w dwuosobowym stole. Zjadł boczek i jajka
Zrobiło mu się przykro, ani Newt'a w pobliżu, a Lou już dawno zapewne wybiegł poza strefę...
Zjadł swoje śniadanie i poszedł na praktyki.
Dużo się nie działo, Plaster postanowił przydzielić Harry'ego do najnudniejszych i najłatwiejszych zadań typu zmienianie pościeli na łóżkach, mycie podług, dezynfekowanie narzędzi chirurgicznych itp.
Po około 5 godzin "pracy" Plaster podziękował i uznał że już nie ma nic do roboty.
Jednak Harry nie był zadowolony, wolał harować i mieć zajęcie niż siedzieć cały dzień ZNÓW sam.
Postanowił iść do patelnika i trochę mu pomóc, był miło zaskoczony, miał cały zlew zapełniony w naczyniach. Był ucieszony faktem iż znalazł się ochotnik do sprzątania i obdarzył Harry'ego szczerym uśmiechem.
A więc chłopak zajął się zmywaniem a Patelnik gotowaniem obiadu, ostatecznie było miły.
*
Po skończonej pracy Harry miał jeszcze około 2 godzin wolnego, przed obiadem. Postanowił spożytkować ten czas pomagając Rolnikowi,
Czuł jak pochłania go rutyna, zrobiło mu się nudno i znów zaczął myśleć o życiu "przed strefą" jednak jedna myśl, a raczej osoba ciągle gnieździła się w jego głowie, a był to Louis.
Chciał by chłopak wrócił, chciał z nim pogadać, poczuć jego oddech na swojej szyi, chciał poczuć jego zapach i znów rozpłynąć się w jego błękitnych oczach. Chciał go mieć przy sobie tu i teraz.
*
Obiad. Wszyscy ustawili się w długiej kolejce prowadzącej do lady przy której Patelnik podawał jedzenie.
Harry chwycił czerwoną tackę i ustawił się za resztą zgłodniałych steferów. Czuł się taki mały, nie widoczny mimo że wyróżniał się pokaźnym wzrostem na tle większości.
Odebrał swoją porcję jedzenia, i miał wrażenie że jest ona trochę większa niż u innych, zapewne dlatego że Patelnik go lubił i cenił go za dzisiejszą pomoc.
Usiadł znów sam, w tym samym miejscu w którym jadł śniadanie i z daleka przyglądał się wszystkim. Byli w dobrych nastrojach, śmiali się i wspólnie debatowali, Harry zazdrościł im, też wolałby mieć taką grupę znajomych niż siedzieć samotnie w trakcie obiadu. Nawet dla niego to było żałosne.
Po chwili zobaczył Newt'a siedzącego w towarzystwie Alby'ego, Plastra i Zarta. Wszyscy mieli poważne miny, jedli w spokoju a Newt rozglądał się co chwile w prawo i w lewo.
Harry zastanawiał się co się stało, przez chwile obserwował ich jednak stwierdził że nie ma ochoty by spotkać się z jego wzrokiem, pewnie miał ważniejsze sprawy niż on.
Po obiedzie został trochę dłużej by pomóc w zmywaniu naczyń.
-Słuchaj Njubi, nie myślałeś by zostać już u mnie? Po co ci te praktyki?-Zapytał Patelnik przygotowując potrzebne mu składniki do przygotowania kolacji.
-Hmm, W sumie, to u ciebie czułem się najlepiej, chyba chce zostać...
-Wspaniale! Jeszcze dziś złożę wniosek do rady o umieszczenie cie pod moimi skrzydłami, Newt jutro już zapewne powinien cię do mnie przydzielić.
-Ta...Jasne-Odpowiedział Harry kończąc swoją pracę i wychodząc, było już dość ciemno, Louis powinien już być, jednak ani śladu po nim i reszcie zwiadowców, Harry poczuł się źle, coś było nie tak.
Patrząc na Północne wejście zobaczył Newta chodzącego tam i z powrotem, zapewne również zmartwionego tym spóźnieniem.
O cholera-pomyślał Harry i podbiegł do Newta.
Ta rozmowa nie będzie miła.
Dziś miał mieć praktyki u Plastra, czyli chłopaka zajmującego się medycyną na strefie.
-Świetnie-pomyślał Harry ubierając koszulkę-Prędzej pozbawię kogoś życia niż komuś pomogę-Powiedział do siebie.
Wyszedł z pomieszczenia, niebo było fioletowo-różowe, dość wcześnie.
Newt'a nie było, Harry pomyślał że może uważa Harryego za odpowiedzialnego i uznał że nie potrzebuje już opieki. Nie była to dobra wiadomość, lubił Newta i nie chciał z nim zacierać kontaktów. Miał nadzieje że uda mu się z nim pogadać jeszcze dziś.
Wszedł do stołówki która była po prostu wielkim zbiorem stołów i krzeseł umieszczonych pod długim dachem. Usiadł na końcu przy krześle w dwuosobowym stole. Zjadł boczek i jajka
Zrobiło mu się przykro, ani Newt'a w pobliżu, a Lou już dawno zapewne wybiegł poza strefę...
Zjadł swoje śniadanie i poszedł na praktyki.
Dużo się nie działo, Plaster postanowił przydzielić Harry'ego do najnudniejszych i najłatwiejszych zadań typu zmienianie pościeli na łóżkach, mycie podług, dezynfekowanie narzędzi chirurgicznych itp.
Po około 5 godzin "pracy" Plaster podziękował i uznał że już nie ma nic do roboty.
Jednak Harry nie był zadowolony, wolał harować i mieć zajęcie niż siedzieć cały dzień ZNÓW sam.
Postanowił iść do patelnika i trochę mu pomóc, był miło zaskoczony, miał cały zlew zapełniony w naczyniach. Był ucieszony faktem iż znalazł się ochotnik do sprzątania i obdarzył Harry'ego szczerym uśmiechem.
A więc chłopak zajął się zmywaniem a Patelnik gotowaniem obiadu, ostatecznie było miły.
*
Po skończonej pracy Harry miał jeszcze około 2 godzin wolnego, przed obiadem. Postanowił spożytkować ten czas pomagając Rolnikowi,
Czuł jak pochłania go rutyna, zrobiło mu się nudno i znów zaczął myśleć o życiu "przed strefą" jednak jedna myśl, a raczej osoba ciągle gnieździła się w jego głowie, a był to Louis.
Chciał by chłopak wrócił, chciał z nim pogadać, poczuć jego oddech na swojej szyi, chciał poczuć jego zapach i znów rozpłynąć się w jego błękitnych oczach. Chciał go mieć przy sobie tu i teraz.
*
Obiad. Wszyscy ustawili się w długiej kolejce prowadzącej do lady przy której Patelnik podawał jedzenie.
Harry chwycił czerwoną tackę i ustawił się za resztą zgłodniałych steferów. Czuł się taki mały, nie widoczny mimo że wyróżniał się pokaźnym wzrostem na tle większości.
Odebrał swoją porcję jedzenia, i miał wrażenie że jest ona trochę większa niż u innych, zapewne dlatego że Patelnik go lubił i cenił go za dzisiejszą pomoc.
Usiadł znów sam, w tym samym miejscu w którym jadł śniadanie i z daleka przyglądał się wszystkim. Byli w dobrych nastrojach, śmiali się i wspólnie debatowali, Harry zazdrościł im, też wolałby mieć taką grupę znajomych niż siedzieć samotnie w trakcie obiadu. Nawet dla niego to było żałosne.
Po chwili zobaczył Newt'a siedzącego w towarzystwie Alby'ego, Plastra i Zarta. Wszyscy mieli poważne miny, jedli w spokoju a Newt rozglądał się co chwile w prawo i w lewo.
Harry zastanawiał się co się stało, przez chwile obserwował ich jednak stwierdził że nie ma ochoty by spotkać się z jego wzrokiem, pewnie miał ważniejsze sprawy niż on.
Po obiedzie został trochę dłużej by pomóc w zmywaniu naczyń.
-Słuchaj Njubi, nie myślałeś by zostać już u mnie? Po co ci te praktyki?-Zapytał Patelnik przygotowując potrzebne mu składniki do przygotowania kolacji.
-Hmm, W sumie, to u ciebie czułem się najlepiej, chyba chce zostać...
-Wspaniale! Jeszcze dziś złożę wniosek do rady o umieszczenie cie pod moimi skrzydłami, Newt jutro już zapewne powinien cię do mnie przydzielić.
-Ta...Jasne-Odpowiedział Harry kończąc swoją pracę i wychodząc, było już dość ciemno, Louis powinien już być, jednak ani śladu po nim i reszcie zwiadowców, Harry poczuł się źle, coś było nie tak.
Patrząc na Północne wejście zobaczył Newta chodzącego tam i z powrotem, zapewne również zmartwionego tym spóźnieniem.
O cholera-pomyślał Harry i podbiegł do Newta.
Ta rozmowa nie będzie miła.
niedziela, 7 grudnia 2014
Nine.
Wieczór, Harry usłyszał wiwaty i zobaczył za oknem złote światło wydobywające się z ogniska.
Louis wrócił-pomyślał.
Pobiegł w wyznaczone miejsce, a gdy tam dotarł za swoimi plecami usłyszał znajomy głos.
-Chodź ze mną, tutaj pewnie czuwa Gally.-wyszeptał Louis.
Harry szedł za chłopakiem, oboje szli w stronę lasku na końcu strefy. Tam mieli pobyć sami.
-Co ci się stało Njubi? Słyszałem że dostałeś w brzuch...-Powiedział Lou siadając na pieńku obok Harry'ego.
-Ah, to Gally, nie warto się przejmować, coś mu nie pasuje we mnie. Czepia się o nic.-Odpowiedział, patrząc mu w oczy.
-GALLY! Wiedziałem że to cholera on, niech tylko na niego wpadnę... Obije mu tą i tak krzywą twarz, i tyle.
-Bez przesady, nie chcę się wychylać, poza tym po co wywoływać kłótnie.
-Ja zdecyduję co zrobię Harry.
Zapadła cisza którą przerwała ręka Louisa wspinająca się po nodze Harry'ego aż dotarła do uda, gdzie powoli wędrowała wyżej.
Ich usta zbliżały się do siebie - jak magnes-nie odrywali od siebie oczu, zatopili się w swoich ramionach i zrobili to. Pocałowali się. A nie skończyło się na jednym pocałunku. Położyli się na trawie, nie przestawali, a ich uścisk stawał się coraz silniejszy.
Harry czuł że nie da rady się oderwać, było to dla niego jak narkotyk, wiedział że tak było przed strefą, czuł że Louis to namiastka jego domu i część jego serca.
Kocham cię-Wyszeptał Louis, a Harry'emu zrobiło się dużo lżej i cieplej na sercu. Czuł się bezpieczny.
-Ja Ciebie bardziej Loueh..Ja Ciebie bardziej-Odpowiedział.
Leżeli na Trawie, patrząc na gwiazdy chowające się za koronami drzew. Ich ręce były splecione, oboje odpoczywali. Strefa przestała dla nich istnieć, byli tylko oni.
Do czasu.
-HAROLD!!!-Dobiegł ich głos-HAROLD PURWA GDZIE SIĘ SZWENDASZ!?
-Cholera-powiedział Harry szybko wstajac-Co teraz?
-Wiejemy?-Odpowiedział niebieskooki szybko zakładając koszulkę.
-To będzie podejrzane..Ty wiej a ja tu zostanę.- Wyszeptał chłopak-Dalej! LEĆ! Widzimy się jutro.
-Dobrze Harry...Do jutra.-Powiedział Lou po czym odbiegł,
Newt podszedł do Harry'ego, wyraźnie zaciekawiony sytuacją, Harry nie był zdziwiony, w końcu to on siedział na pieńku bez koszulki, był zdyszany i zdezorientowany.
-Wiesz młody, jak chciałeś pobyć sobie..ykhym, sam na sam, to mogłeś krzyknąć że mam podejść jak skończysz, dałbym ci trochę czasu.-Powiedział.
-Bardzo, purwa śmieszne. Nic nie robiłem, ja tylko....
-Dobra, dobra nie tłumacz się, wybacz ale to wygląda jednoznacznie, więc może lepiej omińmy ten temat, bo jeszcze przestanę się do ciebie odzywać.
Harry nic nie odpowiedział. Wolał już żeby Newt myślał to co myśli a żeby wiedział co się stało naprawdę.
-No dobra, dalej chodź, ludzie zaczynają gadać jak cię nie ma co wieczór przy ognisku mały dupku. Powiem im że zemdlałeś, to już będzie lepsza wersja.
Wstał, ubrał koszulkę i podążył za Newt'em który podśmiewał się jednoznacznie.
-Mieliśmy nie poruszać tematu, a tymczasem ja słyszę że nadal tym żyjesz.
-Oh przepraszam Harold, ale nigdy wcześniej nie nakryłem kogoś na trzepaniu sobie w lesie.- Newt roześmiał się a Harry był pewny że jego śmiech słychać przy samym ognisku.
-Wstrzymaj twarzostan Newt, jakoś mi się nie uśmiecha wysłuchiwać tego do końca mojego pobytu tutaj.
-Trzeba było smrodasie myśleć wcześniej. Tymi żartami rekompensuje sobie tą sytuacje na jakiej cię nakryłem.
*
Harry i Newt dotarli do ogniska, wszystkie twarze były zwrócone w ich stronę. Pośród tego tłumu Harry zobaczył Louisa jak zwykle siedzącego pośród innych zwiadowców. Lokowany szybko odwrócił od niego wzrok by nie budzić podejrzeń. Nie miał zamiaru jeszcze bardziej wpieniać Gally'ego.
-Młody zemdlał w lesie-powiedział Newt obojętnym tonem i usiadł na ziemi obok Alby'ego.
Harry znalazł sobie miejsce koło patelnika i resztę wieczoru wysłuchiwał ich rozmów i opowieści. Musiał opierać się pokusie patrzenia na Louisa.
Po skończonej wymianie zdań przez członków strefy, Patelnik przygotował sytą kolację składającą się z paru pieczonych prosiaków i parunastu wielkich garów z ziemniakami. Wszyscy wspólnie zjedli ostatni posiłek w tym dniu i udali się na swoje hamaki, w swoich prowizorycznych drewnianych domkach.
Harry położył się na swoim miejscu i uśmiechnął się wpominając cały dzień, który nie zaczął się najlepiej, ale skończył wspaniale. Najśmieszniejsze było jednak to że on i Louis się całowali, według Newta Harry zajmował się sobą w lesie, a według streferów-zemdlał.
A więc z pocałunku zeszło na omdlenie-pomyślał Harry i uśmiechnął się w duchu.
Louis wrócił-pomyślał.
Pobiegł w wyznaczone miejsce, a gdy tam dotarł za swoimi plecami usłyszał znajomy głos.
-Chodź ze mną, tutaj pewnie czuwa Gally.-wyszeptał Louis.
Harry szedł za chłopakiem, oboje szli w stronę lasku na końcu strefy. Tam mieli pobyć sami.
-Co ci się stało Njubi? Słyszałem że dostałeś w brzuch...-Powiedział Lou siadając na pieńku obok Harry'ego.
-Ah, to Gally, nie warto się przejmować, coś mu nie pasuje we mnie. Czepia się o nic.-Odpowiedział, patrząc mu w oczy.
-GALLY! Wiedziałem że to cholera on, niech tylko na niego wpadnę... Obije mu tą i tak krzywą twarz, i tyle.
-Bez przesady, nie chcę się wychylać, poza tym po co wywoływać kłótnie.
-Ja zdecyduję co zrobię Harry.
Zapadła cisza którą przerwała ręka Louisa wspinająca się po nodze Harry'ego aż dotarła do uda, gdzie powoli wędrowała wyżej.
Ich usta zbliżały się do siebie - jak magnes-nie odrywali od siebie oczu, zatopili się w swoich ramionach i zrobili to. Pocałowali się. A nie skończyło się na jednym pocałunku. Położyli się na trawie, nie przestawali, a ich uścisk stawał się coraz silniejszy.
Harry czuł że nie da rady się oderwać, było to dla niego jak narkotyk, wiedział że tak było przed strefą, czuł że Louis to namiastka jego domu i część jego serca.
Kocham cię-Wyszeptał Louis, a Harry'emu zrobiło się dużo lżej i cieplej na sercu. Czuł się bezpieczny.
-Ja Ciebie bardziej Loueh..Ja Ciebie bardziej-Odpowiedział.
Leżeli na Trawie, patrząc na gwiazdy chowające się za koronami drzew. Ich ręce były splecione, oboje odpoczywali. Strefa przestała dla nich istnieć, byli tylko oni.
Do czasu.
-HAROLD!!!-Dobiegł ich głos-HAROLD PURWA GDZIE SIĘ SZWENDASZ!?
-Cholera-powiedział Harry szybko wstajac-Co teraz?
-Wiejemy?-Odpowiedział niebieskooki szybko zakładając koszulkę.
-To będzie podejrzane..Ty wiej a ja tu zostanę.- Wyszeptał chłopak-Dalej! LEĆ! Widzimy się jutro.
-Dobrze Harry...Do jutra.-Powiedział Lou po czym odbiegł,
Newt podszedł do Harry'ego, wyraźnie zaciekawiony sytuacją, Harry nie był zdziwiony, w końcu to on siedział na pieńku bez koszulki, był zdyszany i zdezorientowany.
-Wiesz młody, jak chciałeś pobyć sobie..ykhym, sam na sam, to mogłeś krzyknąć że mam podejść jak skończysz, dałbym ci trochę czasu.-Powiedział.
-Bardzo, purwa śmieszne. Nic nie robiłem, ja tylko....
-Dobra, dobra nie tłumacz się, wybacz ale to wygląda jednoznacznie, więc może lepiej omińmy ten temat, bo jeszcze przestanę się do ciebie odzywać.
Harry nic nie odpowiedział. Wolał już żeby Newt myślał to co myśli a żeby wiedział co się stało naprawdę.
-No dobra, dalej chodź, ludzie zaczynają gadać jak cię nie ma co wieczór przy ognisku mały dupku. Powiem im że zemdlałeś, to już będzie lepsza wersja.
Wstał, ubrał koszulkę i podążył za Newt'em który podśmiewał się jednoznacznie.
-Mieliśmy nie poruszać tematu, a tymczasem ja słyszę że nadal tym żyjesz.
-Oh przepraszam Harold, ale nigdy wcześniej nie nakryłem kogoś na trzepaniu sobie w lesie.- Newt roześmiał się a Harry był pewny że jego śmiech słychać przy samym ognisku.
-Wstrzymaj twarzostan Newt, jakoś mi się nie uśmiecha wysłuchiwać tego do końca mojego pobytu tutaj.
-Trzeba było smrodasie myśleć wcześniej. Tymi żartami rekompensuje sobie tą sytuacje na jakiej cię nakryłem.
*
Harry i Newt dotarli do ogniska, wszystkie twarze były zwrócone w ich stronę. Pośród tego tłumu Harry zobaczył Louisa jak zwykle siedzącego pośród innych zwiadowców. Lokowany szybko odwrócił od niego wzrok by nie budzić podejrzeń. Nie miał zamiaru jeszcze bardziej wpieniać Gally'ego.
-Młody zemdlał w lesie-powiedział Newt obojętnym tonem i usiadł na ziemi obok Alby'ego.
Harry znalazł sobie miejsce koło patelnika i resztę wieczoru wysłuchiwał ich rozmów i opowieści. Musiał opierać się pokusie patrzenia na Louisa.
Po skończonej wymianie zdań przez członków strefy, Patelnik przygotował sytą kolację składającą się z paru pieczonych prosiaków i parunastu wielkich garów z ziemniakami. Wszyscy wspólnie zjedli ostatni posiłek w tym dniu i udali się na swoje hamaki, w swoich prowizorycznych drewnianych domkach.
Harry położył się na swoim miejscu i uśmiechnął się wpominając cały dzień, który nie zaczął się najlepiej, ale skończył wspaniale. Najśmieszniejsze było jednak to że on i Louis się całowali, według Newta Harry zajmował się sobą w lesie, a według streferów-zemdlał.
A więc z pocałunku zeszło na omdlenie-pomyślał Harry i uśmiechnął się w duchu.
czwartek, 4 grudnia 2014
Eight.
Położył się do łóżka, loki opadały mu na ramiona, oddychał ciężko.
-Mieliśmy się PURWAMAC pocałować... Cholerny Gally...-Powtarzał do siebie cicho.
Nagle przez jego głowę przeszła dziwna myśl, myśl która była jednocześnie niedorzeczna ale wydawała się Harry'emu całkiem normalna...Całkiem naturalna..
-Ja, ja go kocham...-Pomyślał-Ja naprawdę go kocham.
Zamknął oczy, cały czas myślał tylko o nim. O chłopaku w hipnotyzujących, niebieskich oczach.
Pogrążył się w śnie, i nadziei że kolejny dzień przyniesie mu kolejną okazję na pocałunek z Louisem.
*
Budzi się, słońce oświetla całe pomieszczenie, nikogo niema na innych hamakach-Dziwne.
Wstaje-Wychodzi na ciepłą i suchą już trawę, co oznacza że jest już po 9.
Już pewnie wszyscy są na śniadaniu..Pytanie tylko dlaczego Newt go nie obudził?
Te pytanie dręczyło go aż do samej stołówki.
Na miejscu zobaczył Newta siedzącego z twarzą w swojej jajecznicy, kompletnie zaspanego.
Był blady i miał podkrążone oczy, wyglądał jakby miał zaraz wykitować-Pomyślał Harry.
-Newt? Wszystko Ogay? Co się stało?-Zapytał chłopak podchodząc do przyjaciela.
-Niiic...Nie ważne, ah! Czasami tak jest że coś nie pójdzie, ale to nie twoja sprawa świerzuchu.
Zapadła niezręczna cisza. Harry przysiadł się do Newta, ale nie wiedział jak go pocieszyć bo..Nie wiedział co się stało.
-Słuchaj Harold...Miałem wczoraj małą wymianę zdań z Gally'm..On twierdzi że przymilałeś się do Zwiadowny-Louisa...Twierdzi że chcesz zostać zwiadowcą i podlizujesz się jednemu z nich żeby było ci łatwiej. Oczywiście wszystkiemu zaprzeczyłem, a do dyskusji włączył się patelnik który stwierdził że chcesz zostać jego podwładnym a nie jakimś zwiadowcą. Niezły cyrk z tego wynikł...-Powiedział Newt bo dłuższej chwili namysłu.
-CO? Ja? Ja nie che być żadnym ZWIADOWCĄ!- Wykrzyczał Harry a Newt uciszył go szczypnięciem w kolano.
-Wiem że nie chcesz cholerny klumpie...Ale bardziej mnie zastanawia kwestia Ciebie i Louisa. O co chodzi? Miałeś mi o wszystkim mówić, pamiętasz?
-Eh..Nic... Chciałem z nim tylko porozmawiać, ale nie przypomniałem sobie nic-Harry skłamał, wiedząc że jeśli powie prawdę to Newt znów go wyśmieje.
-Uff...To dobrze, już myślałem że znowu ci na łeb padło. Dobra, masz dziś dzień wolny, bo zapomniałem cię obudzić...Ja muszę spadać, a ty zjedz śniadanie. -Powiedział Newt wstając.
-Ta....Dobra....
*
Harry znów był pozostawiony sam sobie. Newt był zajęty, Louisa nie było od rana, a Harry mógł go oczekiwać jedynie wieczorem...Świadomość że może pogadać tylko z tymi dwoma osobami była przygnębiająca. Dla innych był "TYM NOWYM" "NJUBIM" I nikt nie palił się do rozmowy z nim, zwłaszcza po jego występie przy ognisku. Więc pozostało mu cały dzień siedzieć i patrzeć jak trawa rośnie. Dołująca perspektywa. Znów zastanawiał się jak to by było, gdyby nie znalazł się w strefie. Pewnie teraz siedziałby ze swoją rodziną w domu, oglądał by telewizję albo rozmawiał przez telefon z przyjaciółmi...
Zastanawiał się jaka mogła być jego rodzina. Zastanawiał się czy w ogóle ma rodzinę, może jest sierotą? A może jest przestępcą i dlatego znalazł się w tej pułapce. Tyle przygnębiających myśli przewinęło mu się przez głowę w ciągu paru godzin, czuł się wykończony- mimo że był wypoczęty.
Przez chwile miał ochotę zamknąć oczy i już ich nie otwierać, chciał odgrodzić się od całej strefy, od tego wszystkiego co go otaczało. Tęsknił za życiem poza strefą, mimo iż go nie pamiętał. Chciał się wydostać, chciał uciec.
*
Poczuł ostre uderzenie w głowę, przewrócił się a nad sobą zobaczył Gally'ego.
-Co jesy Smrodasie?! Myślisz że nie wiem co kombinujesz?! Czas by ktoś ci pokazał gdzie twoje miejsce!
Harry poczuł cios w twarz, podniósł się i przypatrzył Gally'emu.
Chłopak pędził na Harry'ego z wyciągniętą pięścią, jednak Harry w ostatnim momencie się odsunął a Gally upadł na ziemię.
-Już ja ci pokażę knypku.-Wykrzyczał chłopak w stronę Harry'ego.
-O CO CI CHODZI GALLY?
Jednak nie usłyszał odpowiedzi, chłopak uderzył go w brzuch, a Harry upadł na ziemię.
Widział jak przez mgłę.
-CO TU SIĘ DZIEJE DO JASNEJ CHOLERY!-Usłyszał znajomy głos, jak zwykle, został uratowany przez Newt'a.
-GALLY NATYCHMIAST DO MNIE.-usłyszał drugi znajomy głos, był to surowy i głęboki głos Alby'ego, teraz już wiedział, że Gally będzie mieć przesrane.
-Wszystko ogay Harold?-Zapytał Newt pomagając Harry'emu wstać.-Zawsze musisz się w coś wpierniczyć prawda?
-Taki jest urok bycia Nowym-Odpowiedział Harry i obaj udali się w stronę chatki.
Harry położył się w swoim hamaku, brzuch nadal go bolał ale otuchy dodawała mu ciemność która była widoczna za drzwiami, oznaczało to że Louis niedługo będzie, i że znów będzie mógł zamienić z nim parę słów.
-Mieliśmy się PURWAMAC pocałować... Cholerny Gally...-Powtarzał do siebie cicho.
Nagle przez jego głowę przeszła dziwna myśl, myśl która była jednocześnie niedorzeczna ale wydawała się Harry'emu całkiem normalna...Całkiem naturalna..
-Ja, ja go kocham...-Pomyślał-Ja naprawdę go kocham.
Zamknął oczy, cały czas myślał tylko o nim. O chłopaku w hipnotyzujących, niebieskich oczach.
Pogrążył się w śnie, i nadziei że kolejny dzień przyniesie mu kolejną okazję na pocałunek z Louisem.
*
Budzi się, słońce oświetla całe pomieszczenie, nikogo niema na innych hamakach-Dziwne.
Wstaje-Wychodzi na ciepłą i suchą już trawę, co oznacza że jest już po 9.
Już pewnie wszyscy są na śniadaniu..Pytanie tylko dlaczego Newt go nie obudził?
Te pytanie dręczyło go aż do samej stołówki.
Na miejscu zobaczył Newta siedzącego z twarzą w swojej jajecznicy, kompletnie zaspanego.
Był blady i miał podkrążone oczy, wyglądał jakby miał zaraz wykitować-Pomyślał Harry.
-Newt? Wszystko Ogay? Co się stało?-Zapytał chłopak podchodząc do przyjaciela.
-Niiic...Nie ważne, ah! Czasami tak jest że coś nie pójdzie, ale to nie twoja sprawa świerzuchu.
Zapadła niezręczna cisza. Harry przysiadł się do Newta, ale nie wiedział jak go pocieszyć bo..Nie wiedział co się stało.
-Słuchaj Harold...Miałem wczoraj małą wymianę zdań z Gally'm..On twierdzi że przymilałeś się do Zwiadowny-Louisa...Twierdzi że chcesz zostać zwiadowcą i podlizujesz się jednemu z nich żeby było ci łatwiej. Oczywiście wszystkiemu zaprzeczyłem, a do dyskusji włączył się patelnik który stwierdził że chcesz zostać jego podwładnym a nie jakimś zwiadowcą. Niezły cyrk z tego wynikł...-Powiedział Newt bo dłuższej chwili namysłu.
-CO? Ja? Ja nie che być żadnym ZWIADOWCĄ!- Wykrzyczał Harry a Newt uciszył go szczypnięciem w kolano.
-Wiem że nie chcesz cholerny klumpie...Ale bardziej mnie zastanawia kwestia Ciebie i Louisa. O co chodzi? Miałeś mi o wszystkim mówić, pamiętasz?
-Eh..Nic... Chciałem z nim tylko porozmawiać, ale nie przypomniałem sobie nic-Harry skłamał, wiedząc że jeśli powie prawdę to Newt znów go wyśmieje.
-Uff...To dobrze, już myślałem że znowu ci na łeb padło. Dobra, masz dziś dzień wolny, bo zapomniałem cię obudzić...Ja muszę spadać, a ty zjedz śniadanie. -Powiedział Newt wstając.
-Ta....Dobra....
*
Harry znów był pozostawiony sam sobie. Newt był zajęty, Louisa nie było od rana, a Harry mógł go oczekiwać jedynie wieczorem...Świadomość że może pogadać tylko z tymi dwoma osobami była przygnębiająca. Dla innych był "TYM NOWYM" "NJUBIM" I nikt nie palił się do rozmowy z nim, zwłaszcza po jego występie przy ognisku. Więc pozostało mu cały dzień siedzieć i patrzeć jak trawa rośnie. Dołująca perspektywa. Znów zastanawiał się jak to by było, gdyby nie znalazł się w strefie. Pewnie teraz siedziałby ze swoją rodziną w domu, oglądał by telewizję albo rozmawiał przez telefon z przyjaciółmi...
Zastanawiał się jaka mogła być jego rodzina. Zastanawiał się czy w ogóle ma rodzinę, może jest sierotą? A może jest przestępcą i dlatego znalazł się w tej pułapce. Tyle przygnębiających myśli przewinęło mu się przez głowę w ciągu paru godzin, czuł się wykończony- mimo że był wypoczęty.
Przez chwile miał ochotę zamknąć oczy i już ich nie otwierać, chciał odgrodzić się od całej strefy, od tego wszystkiego co go otaczało. Tęsknił za życiem poza strefą, mimo iż go nie pamiętał. Chciał się wydostać, chciał uciec.
*
Poczuł ostre uderzenie w głowę, przewrócił się a nad sobą zobaczył Gally'ego.
-Co jesy Smrodasie?! Myślisz że nie wiem co kombinujesz?! Czas by ktoś ci pokazał gdzie twoje miejsce!
Harry poczuł cios w twarz, podniósł się i przypatrzył Gally'emu.
Chłopak pędził na Harry'ego z wyciągniętą pięścią, jednak Harry w ostatnim momencie się odsunął a Gally upadł na ziemię.
-Już ja ci pokażę knypku.-Wykrzyczał chłopak w stronę Harry'ego.
-O CO CI CHODZI GALLY?
Jednak nie usłyszał odpowiedzi, chłopak uderzył go w brzuch, a Harry upadł na ziemię.
Widział jak przez mgłę.
-CO TU SIĘ DZIEJE DO JASNEJ CHOLERY!-Usłyszał znajomy głos, jak zwykle, został uratowany przez Newt'a.
-GALLY NATYCHMIAST DO MNIE.-usłyszał drugi znajomy głos, był to surowy i głęboki głos Alby'ego, teraz już wiedział, że Gally będzie mieć przesrane.
-Wszystko ogay Harold?-Zapytał Newt pomagając Harry'emu wstać.-Zawsze musisz się w coś wpierniczyć prawda?
-Taki jest urok bycia Nowym-Odpowiedział Harry i obaj udali się w stronę chatki.
Harry położył się w swoim hamaku, brzuch nadal go bolał ale otuchy dodawała mu ciemność która była widoczna za drzwiami, oznaczało to że Louis niedługo będzie, i że znów będzie mógł zamienić z nim parę słów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


