Nastał poranek. Harry był przyzwyczajony do porannej rutyny. Wstał sam.
Dziś miał mieć praktyki u Plastra, czyli chłopaka zajmującego się medycyną na strefie.
-Świetnie-pomyślał Harry ubierając koszulkę-Prędzej pozbawię kogoś życia niż komuś pomogę-Powiedział do siebie.
Wyszedł z pomieszczenia, niebo było fioletowo-różowe, dość wcześnie.
Newt'a nie było, Harry pomyślał że może uważa Harryego za odpowiedzialnego i uznał że nie potrzebuje już opieki. Nie była to dobra wiadomość, lubił Newta i nie chciał z nim zacierać kontaktów. Miał nadzieje że uda mu się z nim pogadać jeszcze dziś.
Wszedł do stołówki która była po prostu wielkim zbiorem stołów i krzeseł umieszczonych pod długim dachem. Usiadł na końcu przy krześle w dwuosobowym stole. Zjadł boczek i jajka
Zrobiło mu się przykro, ani Newt'a w pobliżu, a Lou już dawno zapewne wybiegł poza strefę...
Zjadł swoje śniadanie i poszedł na praktyki.
Dużo się nie działo, Plaster postanowił przydzielić Harry'ego do najnudniejszych i najłatwiejszych zadań typu zmienianie pościeli na łóżkach, mycie podług, dezynfekowanie narzędzi chirurgicznych itp.
Po około 5 godzin "pracy" Plaster podziękował i uznał że już nie ma nic do roboty.
Jednak Harry nie był zadowolony, wolał harować i mieć zajęcie niż siedzieć cały dzień ZNÓW sam.
Postanowił iść do patelnika i trochę mu pomóc, był miło zaskoczony, miał cały zlew zapełniony w naczyniach. Był ucieszony faktem iż znalazł się ochotnik do sprzątania i obdarzył Harry'ego szczerym uśmiechem.
A więc chłopak zajął się zmywaniem a Patelnik gotowaniem obiadu, ostatecznie było miły.
*
Po skończonej pracy Harry miał jeszcze około 2 godzin wolnego, przed obiadem. Postanowił spożytkować ten czas pomagając Rolnikowi,
Czuł jak pochłania go rutyna, zrobiło mu się nudno i znów zaczął myśleć o życiu "przed strefą" jednak jedna myśl, a raczej osoba ciągle gnieździła się w jego głowie, a był to Louis.
Chciał by chłopak wrócił, chciał z nim pogadać, poczuć jego oddech na swojej szyi, chciał poczuć jego zapach i znów rozpłynąć się w jego błękitnych oczach. Chciał go mieć przy sobie tu i teraz.
*
Obiad. Wszyscy ustawili się w długiej kolejce prowadzącej do lady przy której Patelnik podawał jedzenie.
Harry chwycił czerwoną tackę i ustawił się za resztą zgłodniałych steferów. Czuł się taki mały, nie widoczny mimo że wyróżniał się pokaźnym wzrostem na tle większości.
Odebrał swoją porcję jedzenia, i miał wrażenie że jest ona trochę większa niż u innych, zapewne dlatego że Patelnik go lubił i cenił go za dzisiejszą pomoc.
Usiadł znów sam, w tym samym miejscu w którym jadł śniadanie i z daleka przyglądał się wszystkim. Byli w dobrych nastrojach, śmiali się i wspólnie debatowali, Harry zazdrościł im, też wolałby mieć taką grupę znajomych niż siedzieć samotnie w trakcie obiadu. Nawet dla niego to było żałosne.
Po chwili zobaczył Newt'a siedzącego w towarzystwie Alby'ego, Plastra i Zarta. Wszyscy mieli poważne miny, jedli w spokoju a Newt rozglądał się co chwile w prawo i w lewo.
Harry zastanawiał się co się stało, przez chwile obserwował ich jednak stwierdził że nie ma ochoty by spotkać się z jego wzrokiem, pewnie miał ważniejsze sprawy niż on.
Po obiedzie został trochę dłużej by pomóc w zmywaniu naczyń.
-Słuchaj Njubi, nie myślałeś by zostać już u mnie? Po co ci te praktyki?-Zapytał Patelnik przygotowując potrzebne mu składniki do przygotowania kolacji.
-Hmm, W sumie, to u ciebie czułem się najlepiej, chyba chce zostać...
-Wspaniale! Jeszcze dziś złożę wniosek do rady o umieszczenie cie pod moimi skrzydłami, Newt jutro już zapewne powinien cię do mnie przydzielić.
-Ta...Jasne-Odpowiedział Harry kończąc swoją pracę i wychodząc, było już dość ciemno, Louis powinien już być, jednak ani śladu po nim i reszcie zwiadowców, Harry poczuł się źle, coś było nie tak.
Patrząc na Północne wejście zobaczył Newta chodzącego tam i z powrotem, zapewne również zmartwionego tym spóźnieniem.
O cholera-pomyślał Harry i podbiegł do Newta.
Ta rozmowa nie będzie miła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz