czwartek, 1 stycznia 2015

Twelve.

Przebił się przez parę mężczyzn którzy cali spoceni rozmawiali z Newtem, zobaczył go, stał opierając ręce o kolana, był wyraźnie zmęczony.
Harry podszedł do niego i położył mu rękę na ramieniu.
-Co ty tu robisz? Chcesz żeby to widzieli-Powiedział Louis szybko prostując się.
-Tylko rozmawiamy, mam cię unikać? to dopiero by było dziwne...
-Racja, ale może bez...-Popatrzył na rękę Harry'ego która nadal była na jego ramieniu-Bez dotykania?
Harry odszedł kawałek i zabrał rękę, popatrzył na Louisa i uśmiechnął się.
-Co się stało, że mieliście takie opóźnienie Zabłądziliście w LABIRYNCIE?
-Nie,to bóldo-CHWILA CO JUŻ WIESZ?-Oczy Louisa zrobiły się śmiesznie duże, jakby stracił zmysły.
-Sam się wydzierasz, a później masz problem o rękę na ramieniu, tak? Panie Louisie?-Harry zaśmiał się cicho widząc minę Lou.
-Bardzo śmieszne-Powiedział Louis znacznym szeptem-Chodź trochę dalej, to ci wszystko powiem, nie ma znaczenia już czy będziesz to wiedział czy nie, skoro wiesz o labiryncie...
  Louis i Harry odeszli za drewniany domek w którym przebywali Zwiadowcy i usiedli w cieniu na trawie.
-A więc-wydyszał Lou-W Labiryncie żyją pewne stworzenia, nazywamy je buldożercami, obleśne kreatury, do tej pory myśleliśmy że wychodzą tylko w nocy, no ale trafiliśmy na osobnika który woli raczej wycieczki w świetle dnia, dlatego mieliśmy takie opóźnienie...
-Zaraz, co to ci...Buldożercy? Powiedz o coś o nich!
-Mówię purwa że to obleśne bestie! Ni to cholerny robal ni to maszyna! Zaprogramowane tylko po to by zabijać, gdybyś to zobaczył, to byś o nim nie zapomniał.

-Ale jak to..Maszyna? Nie przypominam sobie by zwierzęta były mechaniczne....
-Idioto. Ktoś nas tu wsadził prawda? I ten ktoś najwyraźniej nie chce by ucieczka była łatwa, więc skonstruował to coś, by zabijała tych którzy albo będą w labiryncie za długo, albo wlezą tam w nocy.
Harry zapatrzył się w ziemię, musiał sobie to wszystko przemyśleć, był pewny że nie prześpi kolejnej nocy.
-Co tu robisz Louis?-Dobiegł ich głos zza pleców, Harry przez chwilę pomyślał ze to Gally jednak głos nie pasował, nie był to też Newt, był to wysoki Azjata, opiekun zwiadowców który z tego co wiedział Harry, miał na imię Minho.
-Ja??Ym tłumaczyłem Njubi jak zbudowaliśmy ten drewniany dom...-Louis był poddenerwowany, wstał i nabrał bardzo surowej postawy.
-Więc to Njubi! Ten który cię zaczepiał na ognisku tak?No cóż, nie ja wybieram tobie towarzystwo, ale nie obracaj się do niego plecami.-Ku ulgi Harry'ego w głosie Minho można było wyczuć żart. -No Njubi, to jak masz na imię?
Harry lekko zdezorientowany spojrzał ku górze i wstał.
-Jestem Harry, tak mi się wydaje...
-Ja jestem Minho, miło mi smrodasie, a teraz leć ze swoją psiapsiółką po wodę do Patelnika, cholernie chce mi się pić.
Louis i Harry posłusznie obrucili się, i szli w kierunku kuchni, Harry nie był pewien czy polubił Minho czy nie, ale miał pewność, że na pewno jest lepszy niż Gally.
-Znając życie, teraz będzie sobie żartował że jesteś moją dziewczyną...Już słyszę to w głowię "oh Louis, jak tam twoja Harriet?"- Powiedział Louis lekko się uśmiechając.
-Nie mam zamiaru być twoją dziewczyną-Harry uśmiechnął się-Tylko twoim chłopakiem.
 Louis nic nie powiedział, nie wyrażał też żadnych emocji, jedyne co mogło Harry'emu podpowiedzieć czy dobrze że to powiedział, czy nie-były wypieki na jego twarzy.
Dotarli do kuchni.Harry otworzył schowek kluczami które dostał od Patelnika. 
-To dziwne, tyle czasu tu jestem, a nigdy nie byłem w schowku-Powiedział Louis wchodząc przez drewniane drzwi.
-Wiem tyle, że woda wędruje tutaj, i jest chłodzona. Widocznie Minho musi mieć wodę "z wyższej półki" -Odpowiedział Harry sięgając po butelkę z dosłownie "najwyższej półki"
-To był najgorszy żart jaki słyszałem...
Louis uśmiechnął się, obrócił twarzą do Harry'ego i przycisnął go do siebie. Pocałowali się nie zważając na otwarte drzwi, Harry miał nadzieję że nikt nie będzie przechodził obok. 
-Ktoś idzie!-Wykrzyczał Harry uwalniając się z uścisku .
-Co tu się dzieję?!-To był Patelnik, który był wyraźnie niezadowolony intruzami w swoim schowku kuchennym, jego twarz złagodniała gdy zobaczył Harry'ego, a uspokoiła się gdy zobaczył Louisa.-Oh..To ty Lou, Minho znów coś chciał?-dokończył.
-Tak, miałem iść z Harry'm po wodę, mieliśmy małe opóźnienie...
-Więc bierzcie tą wodę i idźcie do cholery! Zaraz będzie na mnie, jeszcze mu wciśniecie kit że to ja was tu zatrzymuje tak długo!
 Chłopcy wyszli ze schowka śmiejąc się cicho, odetchnęli z ulgą, Patelnik nic nie widział.
Szukali wzrokiem Minho. Nie było go ( co wcale nie dziwiło Louisa) w tym samym miejscu w jakim go zostawili, przespacerowali się wzdłuż strefy i dopiero po chwili zobaczyli Minho spacerującego w towarzystwie Newt'a, byli wyraźnie zajęci rozmową, wyglądali na bardzo przejętych.
-Tu twoje picie szefuniu-powiedział Lou podając Minho wodę-Teraz może ci przynieść homara?
-Nie, to później-zażartował chłopak w odpowiedzi.
Newt spojrzał na Harry'ego, zrobiło się niezręcznie, Harry nie mógł się powstrzymać, co chwilę zerkał na nogę Newt'a i miał wrażenie że to bardzo irytuje chłopaka. Był jednak ciekawy, co się stało, że ten kuleje...
 -No dobrze-Powiedział Louis przerywając ciszę-Chodźmy pomóc rozpalić ognisko, a ty Njubi, idź pomóc patelnikowi w kolacji.
Harry bez słowa odwrócił się i odszedł, poczuł się gorszy, czuł że nie jest godzien dłużej rozmawiać w towarzystwie Newta, Minho i Lou, jednak wiedział że to dla jego dobra, by nie denerwować ludzi takich jak Gally.
Miał nadzieję że przygotowanie strawy na ognisko trochę go odstresuje i da przemyśleć dzisiejszy dzień, szukał chwili wytchnienia, jednak jego myśli wciąż krążyły wokół tematu buldożerców. To było nie do zniesienia, zaczynał żałować że dowiedział się dziś tyle nowych informacji.








sobota, 27 grudnia 2014

Eleven.

-Co się stało Newt?-Wydyszał Harry gdy wystarczająco przybliżył się do chłopaka.
-Powinni już być, wrota za chwilę się zamkną, coś się stało-Powiedział Newt obojętnym tonem w którym można było wyczuć przerażenie.
-To coś zróbmy do cholery, idźmy po nich czy...
 Oczy Newta napotkały oczy Harry'ego, jego wzrok był surowy, pełny bólu i przygnębienia
-Czy ty nadal PURWA nie rozumiesz że NIE MOŻNA wchodzić do labiryntu? Nie masz takiegpo przywileju, z resztą nie znasz drogi, prędzej byś się zgubił...
-LABIRYNTU? TO LABIRYNT -Harry nie mógł się powstrzymać-kiedy zamierzałeś mi to powiedzieć?
-Nie rób z siebie pokrzywdzonego szczeniaku! Większość Njubi dowiaduje się o tym po miesiącu, więc nie obwiniaj mnie o to że nie powiedziałem ci wcześniej, bo nie musiałem!-Newt nie krył swojego gniewu, jego uszy i nos poczerwieniały a on sam nagrał bardziej bojowej postawy.
-TO SAM PO NIEGO IDŹ KRUTASIE SKORO JA NIE MOGĘ, NO DALEJ.-Harry nie mógł się opanować, miał ochotę rzucić się do labiryntu, jednak się bał, jego ciało walczyło, strach o Louisa walczył ze strachem przed labiryntem, serce biło mu mocniej.
Twarz Newta złagodniała, a nawet można by powiedzieć zesmutniała, spuścił wzrok na swoją nogę i odszedł kawałek, dopiero teraz Harry zauważył że Newt kuleje.
 Znów zrobiło mu się głupio, znów odwrócił wzrok od Newta i odszedł kawałek w przeciwną stronę nadal pilnując wzrokiem jak się okazało-wejścia do labiryntu.
*
Biegli, prawie w ostatniej chwili biegli wszyscy zwiadowcy, labirynt powoli się zamykał jednak oni zdążyli, dali radę, Harry'emu ulżyło, pocił ucisk w klatce piersiowej, teraz wiedział że ta awantura była niepotrzebna, zobaczył też że Newt spojrzał z ulgą w niebo.
Louis za to był cały czerwony, zdyszany i spocony, tak jak i reszta zwiadowców, widać było że dali z siebie wszystko by dobiec na czas.
Harry podszedł do niego, nie dbał o to czy ktoś to zobaczy, teraz go nic nie obchodziło, chciał tylko zobaczyć niebieskie oczy Lou

piątek, 12 grudnia 2014

Ten.

Nastał poranek. Harry był przyzwyczajony do porannej rutyny. Wstał sam.
Dziś miał mieć praktyki u Plastra, czyli chłopaka zajmującego się medycyną na strefie.
-Świetnie-pomyślał Harry ubierając koszulkę-Prędzej pozbawię kogoś życia niż komuś pomogę-Powiedział do siebie.
Wyszedł z pomieszczenia, niebo było fioletowo-różowe, dość wcześnie.
Newt'a nie było, Harry pomyślał że może uważa Harryego za odpowiedzialnego i uznał że nie potrzebuje już opieki. Nie była to dobra wiadomość, lubił Newta i nie chciał z nim zacierać kontaktów. Miał nadzieje że uda mu się z nim pogadać jeszcze dziś.
Wszedł do stołówki która była po prostu wielkim zbiorem stołów i krzeseł umieszczonych pod długim dachem. Usiadł na końcu przy krześle w dwuosobowym stole. Zjadł boczek i jajka
Zrobiło mu się przykro, ani Newt'a w pobliżu, a Lou już dawno zapewne wybiegł poza strefę...
Zjadł swoje śniadanie i poszedł na praktyki.
Dużo się nie działo, Plaster postanowił przydzielić Harry'ego do najnudniejszych i najłatwiejszych zadań typu zmienianie pościeli na łóżkach, mycie podług, dezynfekowanie narzędzi chirurgicznych itp.
Po około 5 godzin "pracy" Plaster podziękował i uznał że już nie ma nic do roboty.
Jednak Harry nie był zadowolony, wolał harować i mieć zajęcie niż siedzieć cały dzień ZNÓW sam.
Postanowił iść do patelnika i trochę mu pomóc, był miło zaskoczony, miał cały zlew zapełniony w naczyniach. Był ucieszony faktem iż znalazł się ochotnik do sprzątania i obdarzył Harry'ego szczerym uśmiechem.
A więc chłopak zajął się zmywaniem a Patelnik gotowaniem obiadu, ostatecznie było miły.
*
Po skończonej pracy Harry miał jeszcze około 2 godzin wolnego, przed obiadem. Postanowił spożytkować ten czas pomagając Rolnikowi,
Czuł jak pochłania go rutyna, zrobiło mu się nudno i znów zaczął myśleć o życiu "przed strefą" jednak jedna myśl, a raczej osoba ciągle gnieździła się w jego głowie, a był to Louis.
Chciał by chłopak wrócił, chciał z nim pogadać, poczuć jego oddech na swojej szyi, chciał poczuć jego zapach i znów rozpłynąć się w jego błękitnych oczach. Chciał go mieć przy sobie tu i teraz.
*
Obiad. Wszyscy ustawili się w długiej kolejce prowadzącej do lady przy której Patelnik podawał jedzenie.
Harry chwycił czerwoną tackę i ustawił się za resztą zgłodniałych steferów. Czuł się taki mały, nie widoczny mimo że wyróżniał się pokaźnym wzrostem na tle większości.
Odebrał swoją porcję jedzenia, i miał wrażenie że jest ona trochę większa niż u innych, zapewne dlatego że Patelnik go lubił i cenił go za dzisiejszą pomoc. 
Usiadł znów sam, w tym samym miejscu w którym jadł śniadanie i z daleka przyglądał się wszystkim. Byli w dobrych nastrojach, śmiali się i wspólnie debatowali, Harry zazdrościł im, też wolałby mieć taką grupę znajomych niż siedzieć samotnie w trakcie obiadu. Nawet dla niego to było żałosne. 
Po chwili zobaczył Newt'a siedzącego w towarzystwie Alby'ego, Plastra i Zarta. Wszyscy mieli poważne miny, jedli w spokoju a Newt rozglądał się co chwile w prawo i w lewo. 
Harry zastanawiał się co się stało, przez chwile obserwował ich jednak stwierdził że nie ma ochoty by spotkać się z jego wzrokiem, pewnie miał ważniejsze sprawy niż on. 
Po obiedzie został trochę dłużej by pomóc w zmywaniu naczyń.
-Słuchaj Njubi, nie myślałeś by zostać już u mnie? Po co ci te praktyki?-Zapytał Patelnik przygotowując potrzebne mu składniki do przygotowania kolacji. 
-Hmm, W sumie, to u ciebie czułem się najlepiej, chyba chce zostać...
-Wspaniale! Jeszcze dziś złożę wniosek do rady o umieszczenie cie pod moimi skrzydłami, Newt jutro już zapewne powinien cię do mnie przydzielić.
-Ta...Jasne-Odpowiedział Harry kończąc swoją pracę i wychodząc, było już dość ciemno, Louis powinien już być, jednak ani śladu po nim i reszcie zwiadowców, Harry poczuł się źle, coś było nie tak. 
Patrząc na Północne wejście zobaczył Newta chodzącego tam i z powrotem, zapewne również zmartwionego tym spóźnieniem.
O cholera-pomyślał Harry i podbiegł do Newta.
Ta rozmowa nie będzie miła.







niedziela, 7 grudnia 2014

Nine.

Wieczór, Harry usłyszał wiwaty i zobaczył za oknem złote światło wydobywające się z ogniska.
 Louis wrócił-pomyślał.
Pobiegł w wyznaczone miejsce, a gdy tam dotarł  za swoimi plecami usłyszał znajomy głos.
-Chodź ze mną, tutaj pewnie czuwa Gally.-wyszeptał Louis.
Harry szedł za chłopakiem, oboje szli w stronę lasku na końcu strefy. Tam mieli pobyć sami.
-Co ci się stało Njubi? Słyszałem że dostałeś w brzuch...-Powiedział Lou siadając na pieńku obok Harry'ego.
-Ah, to Gally, nie warto się przejmować, coś mu nie pasuje we mnie. Czepia się o nic.-Odpowiedział, patrząc mu w oczy.
-GALLY! Wiedziałem że to cholera on, niech tylko na niego wpadnę... Obije mu tą i tak krzywą twarz, i tyle.
-Bez przesady, nie chcę się wychylać, poza tym po co wywoływać kłótnie.  
-Ja zdecyduję co zrobię Harry.
 Zapadła cisza którą przerwała ręka Louisa wspinająca się po nodze Harry'ego aż dotarła do uda, gdzie powoli wędrowała wyżej. 
Ich usta zbliżały się do siebie - jak magnes-nie odrywali od siebie oczu, zatopili się w swoich ramionach i zrobili to. Pocałowali się. A nie skończyło się na jednym pocałunku. Położyli się na trawie, nie przestawali, a ich uścisk stawał się coraz silniejszy.
Harry czuł że nie da rady się oderwać, było to dla niego jak narkotyk, wiedział że tak było przed strefą, czuł że Louis to namiastka jego domu i część jego serca.
Kocham cię-Wyszeptał Louis, a Harry'emu zrobiło się dużo lżej i cieplej na sercu. Czuł się bezpieczny.
-Ja Ciebie bardziej Loueh..Ja Ciebie bardziej-Odpowiedział.
Leżeli na Trawie, patrząc na gwiazdy chowające się za koronami drzew. Ich ręce były splecione, oboje odpoczywali. Strefa przestała dla nich istnieć, byli tylko oni.
Do czasu. 
-HAROLD!!!-Dobiegł ich głos-HAROLD PURWA GDZIE SIĘ SZWENDASZ!? 
-Cholera-powiedział Harry szybko wstajac-Co teraz?
-Wiejemy?-Odpowiedział niebieskooki szybko zakładając koszulkę.
-To będzie podejrzane..Ty wiej a ja tu zostanę.- Wyszeptał chłopak-Dalej! LEĆ! Widzimy się jutro.
-Dobrze Harry...Do jutra.-Powiedział Lou po czym odbiegł, 
Newt podszedł do Harry'ego, wyraźnie zaciekawiony sytuacją, Harry nie był zdziwiony, w końcu to on siedział na pieńku bez koszulki, był zdyszany i zdezorientowany. 
-Wiesz młody, jak chciałeś pobyć sobie..ykhym, sam na sam, to mogłeś krzyknąć że mam podejść jak skończysz, dałbym ci trochę czasu.-Powiedział.
-Bardzo, purwa śmieszne. Nic nie robiłem, ja tylko....
-Dobra, dobra nie tłumacz się, wybacz ale to wygląda jednoznacznie, więc może lepiej omińmy ten temat, bo jeszcze przestanę się do ciebie odzywać. 
Harry nic nie odpowiedział. Wolał już żeby Newt myślał to co myśli a żeby wiedział co się stało naprawdę.
-No dobra, dalej chodź, ludzie zaczynają gadać jak cię nie ma co wieczór przy ognisku mały dupku. Powiem im że zemdlałeś, to już będzie lepsza wersja. 
Wstał, ubrał koszulkę i podążył za Newt'em który podśmiewał się jednoznacznie.
-Mieliśmy nie poruszać tematu, a tymczasem ja słyszę że nadal tym żyjesz.
-Oh przepraszam Harold, ale nigdy wcześniej nie nakryłem kogoś na trzepaniu sobie w lesie.- Newt roześmiał się a Harry był pewny że jego śmiech słychać przy samym ognisku. 
-Wstrzymaj twarzostan Newt, jakoś mi się nie uśmiecha wysłuchiwać tego do końca mojego pobytu tutaj.
-Trzeba było smrodasie myśleć wcześniej. Tymi żartami rekompensuje sobie tą sytuacje na jakiej cię nakryłem.
*
Harry i Newt dotarli do ogniska, wszystkie twarze były zwrócone w ich stronę. Pośród tego tłumu Harry zobaczył Louisa jak zwykle siedzącego pośród innych zwiadowców. Lokowany szybko odwrócił od niego wzrok by nie budzić podejrzeń. Nie miał zamiaru jeszcze bardziej wpieniać Gally'ego. 
-Młody zemdlał w lesie-powiedział Newt obojętnym tonem i usiadł na ziemi obok Alby'ego.
Harry znalazł sobie miejsce koło patelnika i resztę wieczoru wysłuchiwał ich rozmów i opowieści. Musiał opierać się pokusie patrzenia na Louisa. 
Po skończonej wymianie zdań przez członków strefy, Patelnik przygotował sytą kolację składającą się z paru pieczonych prosiaków i parunastu wielkich garów z ziemniakami. Wszyscy wspólnie zjedli ostatni posiłek w tym dniu i udali się na swoje hamaki, w swoich prowizorycznych drewnianych domkach. 
Harry położył się na swoim miejscu i uśmiechnął się wpominając cały dzień, który nie zaczął się najlepiej, ale skończył wspaniale. Najśmieszniejsze było jednak to że on i Louis się całowali, według Newta Harry zajmował się sobą w lesie, a według streferów-zemdlał. 
 A więc z pocałunku zeszło na omdlenie-pomyślał Harry i uśmiechnął się w duchu.









czwartek, 4 grudnia 2014

Eight.

Położył się do łóżka, loki opadały mu na ramiona, oddychał ciężko. 
-Mieliśmy się PURWAMAC pocałować... Cholerny Gally...-Powtarzał do siebie cicho.
 Nagle przez jego głowę przeszła dziwna myśl, myśl która była jednocześnie niedorzeczna ale wydawała się Harry'emu całkiem normalna...Całkiem naturalna..
-Ja, ja go kocham...-Pomyślał-Ja naprawdę go kocham. 
Zamknął oczy, cały czas myślał tylko o nim. O chłopaku w hipnotyzujących, niebieskich oczach.
Pogrążył się w śnie, i nadziei że kolejny dzień przyniesie mu kolejną okazję na pocałunek z Louisem. 
*
Budzi się, słońce oświetla całe pomieszczenie, nikogo niema na innych hamakach-Dziwne.
Wstaje-Wychodzi na ciepłą i suchą już trawę, co oznacza że jest już po 9.
Już pewnie wszyscy są na śniadaniu..Pytanie tylko dlaczego Newt go nie obudził?
Te pytanie dręczyło go aż do samej stołówki.
Na miejscu zobaczył Newta siedzącego z twarzą w swojej jajecznicy, kompletnie zaspanego.
Był blady i miał podkrążone oczy, wyglądał jakby miał zaraz wykitować-Pomyślał Harry.
-Newt? Wszystko Ogay? Co się stało?-Zapytał chłopak podchodząc do przyjaciela.
-Niiic...Nie ważne, ah! Czasami tak jest że coś nie pójdzie, ale to nie twoja sprawa świerzuchu.
Zapadła niezręczna cisza. Harry przysiadł się do Newta, ale nie wiedział jak go pocieszyć bo..Nie wiedział co się stało. 
-Słuchaj Harold...Miałem wczoraj małą wymianę zdań z Gally'm..On twierdzi że przymilałeś się do Zwiadowny-Louisa...Twierdzi że chcesz zostać zwiadowcą i podlizujesz się jednemu z nich żeby było ci łatwiej. Oczywiście wszystkiemu zaprzeczyłem, a do dyskusji włączył się patelnik który stwierdził że chcesz zostać jego podwładnym a nie jakimś zwiadowcą. Niezły cyrk z tego wynikł...-Powiedział Newt bo dłuższej chwili namysłu. 
-CO? Ja? Ja nie che być żadnym ZWIADOWCĄ!- Wykrzyczał Harry a Newt uciszył go szczypnięciem w kolano. 
-Wiem że nie chcesz cholerny klumpie...Ale bardziej mnie zastanawia kwestia Ciebie i Louisa. O co chodzi? Miałeś mi o wszystkim mówić, pamiętasz? 
-Eh..Nic... Chciałem z nim tylko porozmawiać, ale nie przypomniałem sobie nic-Harry skłamał, wiedząc że jeśli powie prawdę to Newt znów go wyśmieje. 
-Uff...To dobrze, już myślałem że znowu ci na łeb padło. Dobra, masz dziś dzień wolny, bo zapomniałem cię obudzić...Ja muszę spadać, a ty zjedz śniadanie. -Powiedział Newt wstając.
-Ta....Dobra....
*
Harry znów był pozostawiony sam sobie. Newt był zajęty, Louisa nie było od rana, a Harry mógł go oczekiwać jedynie wieczorem...Świadomość że może pogadać tylko z tymi dwoma osobami była przygnębiająca.  Dla innych był "TYM NOWYM" "NJUBIM" I nikt nie palił się do rozmowy z nim, zwłaszcza po jego występie przy ognisku. Więc pozostało mu cały dzień siedzieć i patrzeć jak trawa rośnie. Dołująca perspektywa. Znów zastanawiał się jak to by było, gdyby nie znalazł się w strefie. Pewnie teraz siedziałby ze swoją rodziną w domu, oglądał by telewizję albo rozmawiał przez telefon z przyjaciółmi...
Zastanawiał się jaka mogła być jego rodzina. Zastanawiał się czy w ogóle ma rodzinę, może jest sierotą? A może jest przestępcą i dlatego znalazł się w tej pułapce. Tyle przygnębiających myśli przewinęło mu się przez głowę w ciągu paru godzin, czuł się wykończony- mimo że był wypoczęty.
 Przez chwile miał ochotę zamknąć oczy i już ich nie otwierać, chciał odgrodzić się od całej strefy, od tego wszystkiego co go otaczało. Tęsknił za życiem poza strefą, mimo iż go nie pamiętał. Chciał się wydostać, chciał uciec. 
*
Poczuł ostre uderzenie w głowę, przewrócił się a nad sobą zobaczył Gally'ego.
-Co jesy Smrodasie?! Myślisz że nie wiem co kombinujesz?! Czas by ktoś ci pokazał gdzie twoje miejsce!
Harry poczuł cios w twarz, podniósł się i przypatrzył Gally'emu.
Chłopak pędził na Harry'ego z wyciągniętą pięścią, jednak Harry w ostatnim momencie się odsunął a Gally upadł na ziemię. 
-Już ja ci pokażę knypku.-Wykrzyczał chłopak w stronę Harry'ego.
-O CO CI CHODZI GALLY?
Jednak nie usłyszał odpowiedzi, chłopak uderzył go w brzuch, a Harry upadł na ziemię.
Widział jak przez mgłę.
-CO TU SIĘ DZIEJE DO JASNEJ CHOLERY!-Usłyszał znajomy głos, jak zwykle, został uratowany przez Newt'a.
-GALLY NATYCHMIAST DO MNIE.-usłyszał drugi znajomy głos, był to surowy i głęboki głos Alby'ego, teraz już wiedział, że Gally będzie mieć przesrane. 
-Wszystko ogay Harold?-Zapytał Newt pomagając Harry'emu wstać.-Zawsze musisz się w coś wpierniczyć prawda? 
-Taki jest urok bycia Nowym-Odpowiedział Harry i obaj udali się w stronę chatki. 
Harry położył się w swoim hamaku, brzuch nadal go bolał ale otuchy dodawała mu ciemność która była widoczna za drzwiami, oznaczało to że Louis niedługo będzie, i że znów będzie mógł zamienić z nim parę słów.



sobota, 29 listopada 2014

Seven.

Obudził go Newt-Tak jak podejrzewał nie była to pobudka jego marzeń. 
Zimna woda oblała całą jego twarz i hamak, zrobiło mu się cholernie zimno.
-Myślałem że nie chcesz zamoczyć mojego hamaka-Powiedział Harry szybko wstając.
-Pomyślałem sobie że w końcu to ty na tym śpisz a nie ja, więc mi to nie robi różnicy Njubi. A teraz dalej, zwijaj się i idziemy nie mam czasu na pogaduchy z tobą od rana.-Powiedział chłopak uśmiechając się.
 Harry przebrał się w suche ubrania i wyszedł z chatki za Newt'em. Znów to samo znów jest wilgotno i zimno, była około 5-6 rano, nie miał zegarka więc nie mógł być pewny.
A więc Haroldzie...Moja praca, jako wiceprzewodniczącego polega na kontrolowaniu innych.
 -Czyli jesteś w swoim żywiole...-Powiedział Harry spoglądając na Newta który wydawał się lekko zniecierpliwiony.
-Myślisz Harold że to takie łatwe co? Alby całymi dniami siedzi w swoim pokoiku i wychodzi gdy dzieje się coś naprawdę złego. A ja muszę latać za dzieciakami które wdadzą się w bójki albo pyszczą...Gdy jest ich tutaj aż tyle, to nie ma nic fajnego w ganianiu każdego z osobna tym bardziej że jeden jest na południu a drugi na północy strefy.-Rozumiesz świerzuchu? 
-Jasne...To w takim razie w czym mam ci pomagać? Sam mówiłeś że nie potrzebujesz pomocy.-Zapytał Harry a na twarzy Newt'a pojawił się łobuzerski uśmiech który Harry już znał-zaraz będzie robić coś na co wcale nie ma ochoty. 
-Ty będziesz zajmować się tym czego ja nie lubię, czyli bieganiem z jednego końca strefy na drugą i przekazywanie mi informacji i raportów. Ogay?
-Jasne...Ogay...Już chyba wolałem praktyki u Zarta, tam przynajmniej pomagałem a nie usługiwałem.
-Ostrzegałem cię wczoraj świerzuchu-zaśmiał się Newt-Przecież jestem taki straszny.
  Harry lubił Newta, on jako jedyny postanowił mu pomóc i wszystko wytłumaczyć, on zawsze mu bronił poślady przed Gally'm. Czasem jednak był denerwujący i Harry miał ochotę go przydusić.
-No, więc biegnij do Zarta i zapytaj czy z uprawami wszystko ogay, muszę to wszystko zapisać, leć!
Harry przeciągnął się i pobiegł w stronę ogrodzenia za którymi znajdowały się świnie, krowy i inne zwierzęta gospodarcze, wiedział jak tam wejść, w końcu jeszcze niedawno był tam na praktykach. 
Był już prawie przy wejściu, zapukał do drzwi, poczekał chwilę a przednim pojawił się znajomy chłopak-Zart.
-Hej, słuchaj, Newt kazał się zapytać czy wszystko w porządku z uprawami..
-Newt?-zaśmiał się chłopak.-Pod koniec tygodnia przychodzi Alby i spisuje co jest potrzebne a co było zużyte w tygodniu, kochaniutki, jesteś u Newta na praktykach prawda?
-Taak?-Odpowiedział Harry lekko zdezorientowany.-No więc cię Newt zrobił w kuja! Zawsze tak robi! Ale zwykle wysyła ich do plastra żeby się zapytali o lekarstwa, nie sądziłem że trafi na mnie tym razem!
Świetnie Purwa-pomyślał Harry-Jeśli tak ma wyglądać dzisiejszy dzień to już wolę go spędzić ze wściekłym Gallym......
Chłopak pobiegł z powrotem w stronę Newta który najwidoczniej świetnie się bawił, skoro zwijał się ze śmiechu. 
-BARDZO PURWA JEGOMAC ŚMIESZNE NEWT!-Wykrzyczał Harry, jednak musiał przyznać że nieźle go wkręcił. 
-I CO HAROLD?JAK TAM UPRAWY?-*Newt śmiał się* Wystarczy kukurydzy na obiad?-Dokończył.
-Bardzo śmieszne cholera, widać jak podchodzisz do swojej pracy....-Powiedział Harry stojąc nad zwijającym się ze śmiechu na trawie Newt'em.
 Newt przestał się śmiać, na jego twarzy zagościła niespotykana dotąd powaga, wstał i spojrzał Harry'emu w oczy.
-Nigdy świerzuchu nie mów że nie traktuje swojej pracy poważnie, po prostu nie mogę ci powiedzieć co całymi dniami robię...To nie taka łatwa praca, zwłaszcza że jakby tego było mało teraz opiekuje się tobą...Potrzebuje czasem trochę się rozerwać, a to co tu zaszło dzieje się z każdym Njubim...Więc następnym razem zastanów się zanim zaczniesz mielić jęzorem....Jesteś tu od paru Purwa dni, jeszcze nie doznałeś trudów życia w strefie...
-Ja, ja przepraszam Newt, nie chciałem..-Powiedział Harry czując wstyd, faktycznie mógł trochę pomyśleć...
-Eh, nie ważne, nie widziałeś...Teraz chodź, oprowadzę cię trochę po strefie...-Odparł Newt i zmienił kierunek marszu, teraz szedł w stronę małego lasku umiejscowionego w najcichszym wschodnim krańcu strefy. 
 -Po co tam idziemy Newt?
-W lesie można odpocząć... Na końcu jest cmentarz....Można tam przyjść, tam zawsze jest cicho...-Odpowiedział trochę niepewnym głosem. 
 Cmentarz?-Pomyślał Harry-Po co cmentarz w miejscu pełnym młodych ludzi? Dlaczego oni tutaj umierają?
 Newt jakby czytał w jego myślach.
- Próbowaliśmy się wydostać...Próbowaliśmy wszystkiego, wszelkie próby okazywały się nietrafione..Niektóre śmiertelne... Tam chowamy klumpy które chciały się popisać i znaleźć wyjście a przypłacili za to życiem...Ale są tam też groby zwiadowców którzy nie wrócili przed zmrokiem...
 Harry'ego zamurowało. Zwiadowcy którzy nie wrócili przed zmrokiem? Jego ciało przeszył dreszcz, przestraszył się i bał się o życie, nie swoje, o życie Louisa. 
-Alee, dlaczego ci którzy nie wrócili...Dlaczego oni umarli?-Zapytał się Harry w nadziei że ta sytuacja sprawi iż Newt nareszcie mu wszystko powie..Jednak się rozczarował. 
-To nie pora na takie pogaduszki, chce ci uświadomić żebyś się nie wychylał nieproszony, żebyś NIGDY nie wychodził ze Strefy. Rozumiesz?
Harry wiedział ze sprawa jest bardzo poważna, skoro tylu ludzi powtarza mu to tyle razy. 
Przysiągł sobie że NIGDY nie wyjdzie ze strefy, żałował tylko że nie może powstrzymać Louisa...
-Idź już-Powiedział Newt po chwili milczenia-mam nadzieje że dałem ci do myślenia i że nie będziesz sprawiał problemów Harold...Proszę cie to dla dobra i twojego i nas wszystkich... 
*
Harry resztę dnia spędził na siedzeniu przy swojej chacie . Co jakiś czas spoglądał na wyjścia ze Strefy, czekał z niecierpliwością na zwiadowców..Na Louisa...Myśl o tym że kiedyś on może nie wrócić nie dawała mu spokoju, wpadł w panikę gdy zaczęło się ściemniać...
-To jakiś obłęd-pomyślał-Louis jest tu tyle lat i nic mu się nie stało...Dlaczego teraz miało by być inaczej? -Próbował się uspokoić, jednak te straszne myśli nie dawały mu chwili wytchnienia...Już wolał wysłuchiwać całodziennego biadolenia Newt'a niż siedzieć pozostawiony sam na sam ze swoimi myślami i obawami...To było nie do zniesienia. 
Nagle coś zwróciło jego uwagę, wbiegali do strefy, zwiadowcy nareszcie byli...
 Harry aż podskoczył z radości, teraz jedynie parędziesiąt minut dzieliło go od pierwszego, wieczornego spotkania z Louisem. Czekał na rozpalanie ogniska, chciał by wszyscy ludzie zgromadzili się w jednym miejscu. 
Czekał...Czekał a minuty ciągnęły się jak godziny-Dlaczego tak jest zawsze jak czegoś oczekujesz!?-pomyślał. Zobaczył że przy ognisku jest coraz więcej ludzi...Już nie długo...
Wstał, rozejrzał się a następnie niezauważalnie podążał w umówione miejsce.
Znów czeka. Rozgląda się poszukując tak dobrze zapamiętanej sylwetki. 
Idzie. Harry zauważył go natychmiastowo, miał wrażenie że bije od niego jasna poświata, która jest jak światła reflektorów w tą ciemną gwieździstą noc. 
-Witaj Loueh-Powiedział chłopak wstając i przytulając Louisa całą swoją siłą.
-Hej Harry...To...Powiedz mi wszystko, wszystko co pamiętasz...-Powiedział Louis przyglądając się lokowanemu.
-Ja...Ja nie pamiętam nic z przeszłości związanego z nami, ale mam pewność że się znaliśmy...Wiem to, czuje że byliśmy blisko, czuje że muszę być przy tobie...
-A ja cię pamiętam z przeszłości, pamiętam twój uśmiech..Pamiętam twoje włosy, znam twoje tatuaże... Masz wytatuowane słowo "Hi!" prawda? 
-Tak..Ja, tak mam, skąd ty to wiedziałeś? -Zapytał Harry czując że adrenalina skacze.
-Spojrzałem na swój tatuaż "Oops" i wiedziałem, wiedziałem że ty masz to cholerne HI... To nie jest przypadek Harry, nie możliwe by to był przypadek...
 Chłopak zbliżył się do Louisa, ich usta wzajemnie się przyciągały, Harry widział teraz tylko jego oczy, jego oczy które zawróciły mu w głowie gdy pierwszy raz je zobaczył, byli coraz bliżej, mieli się pocałować jednak...
-HEJ CO WY TAM ROBICIE?!-Znajomy, nieprzyjemny głos uderzył myśli Harry;ego niczym młot, to był Gally, zbliżał się do nich. 
Chłopcy natychmiastowo odsunęli się od siebie, a chcąc uniknąć nieprzyjemnej wymiany zdań  z Gallym postanowili szybko się zmyć.
-Do jutra Harry...
-Do jutra kotku.







wtorek, 25 listopada 2014

Six.

Skończył "praktyki". Niebo robiło się ciemne.
Coś w nim drgnęło, poczuł dreszcz, osunął się na ziemie chwytając się za głowę, bolała go,  nieznośny ból przeszywał go od głowy po serce, nie wiedział co się dzieje.
-POMOCY-Krzyczał-POMOCYy...-Głos był coraz cichszy a on praktycznie leżał na długiej gęstej trawie, w ciemności, daleko od ogniska w którym zbierali się streferzy o tej porze, teraz żałował że nie opiekuje się nim Newt, on by wiedział co zrobić
Czuł się coraz gorzej, nie mógł wstać, kręciło mu się w głowie, nagle zza gęstej trawy zobaczył parę nóg biegnących w jego stronę, biegł szybko. Harry zamykał oczy pomocy-dodał po czym wszystko stało się ciemne. 
*
Otwiera oczy, widzi nad sobą twarz Newt'a i Alby'ego, jest mu wygodnie-czyli na pewno nie leży w swoim hamaku. Leży w łóżku.
-No, kontaktujesz Harold! A już myślałem że będziesz spać 3 dni!-Powiedział uradowany Newt widząc że Harry spogląda na niego.
-Ile tu leże? Proszę nie mów że przespałem kolejne dni.-Wykrztusił Harry siadając na łóżku.
-30 min. Nie dużo, ale nie wiem co się z tobą stało. Plaster mówi że zasłabłeś z nerwów, naprawdę aż tak cię stresuje pobyt tutaj?-Odpowiedział Alby z tą samą kamienną miną jaką widział Harry gdy pierwszy raz go zobaczył.
-Kto to Plaster?-Zapytał Harry powtarzając sobie słowa Alby'ego w głowie.
-Mówimy tak na medyka-Odpowiedział Newt-Jak dojdziesz do siebie smrodzie to będziesz miał u niego praktyki za parę dni.
-Super-Pomyślał chłopak-Sam mdleje na trawie a mam pomagać leczyć innych?-A! I dziękuje ci Newt że mnie znalazłeś, teraz bym pewnie już tam leżał martwy-Powiedział Harry wlepiając oczy w sufit.
-Harold, ale to nie ja cie znalazłem...Tylko Louis
 Harry poczuł zastrzyk adrenaliny.Louis? Dlaczego szedł tamtędy, i jaki to zbieg okoliczności że właśnie go znalazł? Chciał wstać z łóżka ale Newt zareagował i przycisnął go ręką z powrotem .
-Leż świerzuchu, masz odpoczywać, i się nie stresować, jak chcesz bym cie uspokoił to mogę ci pośpiewać.- Zaśmiał się Newt.
-Louis! Mogę z nim pomówić? Jest tutaj? Proszę powiedz że tak!-Wydyszał Harry resztkami sił, znów poczuł się bardzo słaby.
-Jest przed drzwiami-Powiedział Alby wstając-Zawołamy go tutaj, Newt idziemy.
 Oboje wyszli, Harry leżał w łóżku a serce biło mu jak oszalałe.
Wszedł, zmęczony, spocony z zaczerwieniony, ale nadal piękny-tak pomyślał Harry.
Spojrzał na niego swoimi błękitnymi oczami, załzawionymi błękitnymi oczami...Usiadł na taborecie obok łóżka w którym leżał chłopak, przypatrywał się mu, widać że chciał coś powiedzieć, ale nie mógł wykrztusić słowa.
-Dziękuję ci-wyszeptał Harry chcąc przerwać cisze.
-Widziałem cię.-powiedział Louis spuszczając wzrok w podłogę-Widziałem cię w mojej głowie, kiedyś, to byłeś ty, teraz to wiem. 
-Jak to widziałeś?! Jak?! Kiedy? Dlaczego?-Harry usiadł w pośpiechu na łóżku-Kiedy, powiedz?
-Nie mogę, jest za wcześnie, dowiesz się w swoim czasie, po prostu widziałem Cię...Nie wierze w to, ale naprawdę tak było...
-MAM DOSYĆ TEGO DOWIESZ SIĘ W SWOIM CZASIE! WSZYSCY COŚ WIECIE A JA NADAL NIE!-Wykrzyczał Harry w którym zbierała złość.
-Harry! Proszę nie denerwuj się PURWA! Powiem ci! Wszystko ci powiem, obiecuje, ale jeszcze nie teraz, naprawdę nie mogę!-Powiedział Louis patrząc na Niego, a Harry'emu zrobiło się wstyd gdy zobaczył że Louis płacze, łzy leciały mu ciurkiem po policzkach.
-Przepraszam, ale to...To nie jest normalne, ja nie wiem co się dzieje...-Wycedził Harry.
-Nic nie szkodzi...Chodzi mi o to, że ja cię..pamiętam..Widziałem cię ale w przeszłości, ja cię znałem... Nie pamiętam dlaczego, nie pamiętam o co chodziło dokładnie ale jestem pewien że widzieliśmy się wcześniej, przed Strefą. 
 Harry'ego zamurowało, on nie pamiętał nic, ale jego podświadomość poznawała Louisa, znała jego charakter. On wiedział że łączy ich "coś", może przyjaźń...Coś dużego, ale nic po za tym, to było męczące.
 Zapadła cisza. Harry był bliski paniki, Louis za to siedział z głową prawie miedzy kolanami.
-Słuchaj-wyszeptał Louis, nie mów o tym nikomu, na razie nie...Będziemy codziennie wieczorem spotykać się przy kuchni, i ustalimy co oboje pamiętamy. Musimy Harry, Musimy.
-Oczywiście Loueh-Powiedział chłopak przypominając sobie że tak mógł kiedyś na niego mówić. "Loueh", musiał to zapamiętać do następnego spotkania.
 Louis chwycił rękę Harry'ego a następnie obrócił się i wyszedł, pozostawiając go z głową pełną myśli i szybko bijącym sercem.
*
Godzinę później wrócił Newt z tacą pieczonej szynki z ziemniaczkami i wodą.
-Masz, najedz się księżniczko, tylko się nie przyzwyczajaj do obsługi.-Zaśmiał się Newt-Zostaniesz tutaj do rana, jutro masz dzień ze mną, a ja cię nie potrzebuje więc właściwie będziesz mieć całodniowy spacer.-Dodał i uszczypnął Harry'ego w ramie.
-Jasne...I tak to będą najtrudniejsze praktyki, bo będę musiał wytrzymać cały dzień z tobą.-Zażartował.
-Nie pyszcz mi tu smrodzie, bo z wrażenia znów zemdlejesz.
 Można by tak z Newtem do rana. Jednak Harry był dość zmęczony całą sytuacją i nie myślał o niczym innym tylko o porządnym, dobrym i zdrowym śnie.
-Newt, możesz już opuścić to pomieszczenie, mam dość na dziś.
-Oczywiście Księżniczko, naciesz się. Jutro tak miło nie będzie, w ramach tego ze jestem "taki zły" zafunduje ci EKSTRA SPACEREK. -Dodał Newt i odszedł tanecznym krokiem. -Też chciał bym mieć taki dobry humor znajdując się tutaj-pomyślał Harry przed snem.
Ile by dał by coś mu się przypomniało, coś kluczowego, coś ważnego, coś co pomogło by rozwikłać zagadkę, poznać tajemnicę...