Harry podszedł do niego i położył mu rękę na ramieniu.
-Co ty tu robisz? Chcesz żeby to widzieli-Powiedział Louis szybko prostując się.
-Tylko rozmawiamy, mam cię unikać? to dopiero by było dziwne...
-Racja, ale może bez...-Popatrzył na rękę Harry'ego która nadal była na jego ramieniu-Bez dotykania?
Harry odszedł kawałek i zabrał rękę, popatrzył na Louisa i uśmiechnął się.
-Co się stało, że mieliście takie opóźnienie Zabłądziliście w LABIRYNCIE?
-Nie,to bóldo-CHWILA CO JUŻ WIESZ?-Oczy Louisa zrobiły się śmiesznie duże, jakby stracił zmysły.
-Sam się wydzierasz, a później masz problem o rękę na ramieniu, tak? Panie Louisie?-Harry zaśmiał się cicho widząc minę Lou.
-Bardzo śmieszne-Powiedział Louis znacznym szeptem-Chodź trochę dalej, to ci wszystko powiem, nie ma znaczenia już czy będziesz to wiedział czy nie, skoro wiesz o labiryncie...
Louis i Harry odeszli za drewniany domek w którym przebywali Zwiadowcy i usiedli w cieniu na trawie.
-A więc-wydyszał Lou-W Labiryncie żyją pewne stworzenia, nazywamy je buldożercami, obleśne kreatury, do tej pory myśleliśmy że wychodzą tylko w nocy, no ale trafiliśmy na osobnika który woli raczej wycieczki w świetle dnia, dlatego mieliśmy takie opóźnienie...
-Zaraz, co to ci...Buldożercy? Powiedz o coś o nich!
-Mówię purwa że to obleśne bestie! Ni to cholerny robal ni to maszyna! Zaprogramowane tylko po to by zabijać, gdybyś to zobaczył, to byś o nim nie zapomniał.
-Ale jak to..Maszyna? Nie przypominam sobie by zwierzęta były mechaniczne....
-Idioto. Ktoś nas tu wsadził prawda? I ten ktoś najwyraźniej nie chce by ucieczka była łatwa, więc skonstruował to coś, by zabijała tych którzy albo będą w labiryncie za długo, albo wlezą tam w nocy.
Harry zapatrzył się w ziemię, musiał sobie to wszystko przemyśleć, był pewny że nie prześpi kolejnej nocy.
-Co tu robisz Louis?-Dobiegł ich głos zza pleców, Harry przez chwilę pomyślał ze to Gally jednak głos nie pasował, nie był to też Newt, był to wysoki Azjata, opiekun zwiadowców który z tego co wiedział Harry, miał na imię Minho.
-Ja??Ym tłumaczyłem Njubi jak zbudowaliśmy ten drewniany dom...-Louis był poddenerwowany, wstał i nabrał bardzo surowej postawy.
-Więc to Njubi! Ten który cię zaczepiał na ognisku tak?No cóż, nie ja wybieram tobie towarzystwo, ale nie obracaj się do niego plecami.-Ku ulgi Harry'ego w głosie Minho można było wyczuć żart. -No Njubi, to jak masz na imię?
Harry lekko zdezorientowany spojrzał ku górze i wstał.
-Jestem Harry, tak mi się wydaje...
-Ja jestem Minho, miło mi smrodasie, a teraz leć ze swoją psiapsiółką po wodę do Patelnika, cholernie chce mi się pić.
Louis i Harry posłusznie obrucili się, i szli w kierunku kuchni, Harry nie był pewien czy polubił Minho czy nie, ale miał pewność, że na pewno jest lepszy niż Gally.
-Znając życie, teraz będzie sobie żartował że jesteś moją dziewczyną...Już słyszę to w głowię "oh Louis, jak tam twoja Harriet?"- Powiedział Louis lekko się uśmiechając.
-Nie mam zamiaru być twoją dziewczyną-Harry uśmiechnął się-Tylko twoim chłopakiem.
Louis nic nie powiedział, nie wyrażał też żadnych emocji, jedyne co mogło Harry'emu podpowiedzieć czy dobrze że to powiedział, czy nie-były wypieki na jego twarzy.
Dotarli do kuchni.Harry otworzył schowek kluczami które dostał od Patelnika.
-To dziwne, tyle czasu tu jestem, a nigdy nie byłem w schowku-Powiedział Louis wchodząc przez drewniane drzwi.
-Wiem tyle, że woda wędruje tutaj, i jest chłodzona. Widocznie Minho musi mieć wodę "z wyższej półki" -Odpowiedział Harry sięgając po butelkę z dosłownie "najwyższej półki"
-To był najgorszy żart jaki słyszałem...
Louis uśmiechnął się, obrócił twarzą do Harry'ego i przycisnął go do siebie. Pocałowali się nie zważając na otwarte drzwi, Harry miał nadzieję że nikt nie będzie przechodził obok.
-Ktoś idzie!-Wykrzyczał Harry uwalniając się z uścisku .
-Co tu się dzieję?!-To był Patelnik, który był wyraźnie niezadowolony intruzami w swoim schowku kuchennym, jego twarz złagodniała gdy zobaczył Harry'ego, a uspokoiła się gdy zobaczył Louisa.-Oh..To ty Lou, Minho znów coś chciał?-dokończył.
-Tak, miałem iść z Harry'm po wodę, mieliśmy małe opóźnienie...
-Więc bierzcie tą wodę i idźcie do cholery! Zaraz będzie na mnie, jeszcze mu wciśniecie kit że to ja was tu zatrzymuje tak długo!
Chłopcy wyszli ze schowka śmiejąc się cicho, odetchnęli z ulgą, Patelnik nic nie widział.
Szukali wzrokiem Minho. Nie było go ( co wcale nie dziwiło Louisa) w tym samym miejscu w jakim go zostawili, przespacerowali się wzdłuż strefy i dopiero po chwili zobaczyli Minho spacerującego w towarzystwie Newt'a, byli wyraźnie zajęci rozmową, wyglądali na bardzo przejętych.
-Tu twoje picie szefuniu-powiedział Lou podając Minho wodę-Teraz może ci przynieść homara?-Nie, to później-zażartował chłopak w odpowiedzi.
Newt spojrzał na Harry'ego, zrobiło się niezręcznie, Harry nie mógł się powstrzymać, co chwilę zerkał na nogę Newt'a i miał wrażenie że to bardzo irytuje chłopaka. Był jednak ciekawy, co się stało, że ten kuleje...
-No dobrze-Powiedział Louis przerywając ciszę-Chodźmy pomóc rozpalić ognisko, a ty Njubi, idź pomóc patelnikowi w kolacji.
Harry bez słowa odwrócił się i odszedł, poczuł się gorszy, czuł że nie jest godzien dłużej rozmawiać w towarzystwie Newta, Minho i Lou, jednak wiedział że to dla jego dobra, by nie denerwować ludzi takich jak Gally.
Miał nadzieję że przygotowanie strawy na ognisko trochę go odstresuje i da przemyśleć dzisiejszy dzień, szukał chwili wytchnienia, jednak jego myśli wciąż krążyły wokół tematu buldożerców. To było nie do zniesienia, zaczynał żałować że dowiedział się dziś tyle nowych informacji.



