niedziela, 7 grudnia 2014

Nine.

Wieczór, Harry usłyszał wiwaty i zobaczył za oknem złote światło wydobywające się z ogniska.
 Louis wrócił-pomyślał.
Pobiegł w wyznaczone miejsce, a gdy tam dotarł  za swoimi plecami usłyszał znajomy głos.
-Chodź ze mną, tutaj pewnie czuwa Gally.-wyszeptał Louis.
Harry szedł za chłopakiem, oboje szli w stronę lasku na końcu strefy. Tam mieli pobyć sami.
-Co ci się stało Njubi? Słyszałem że dostałeś w brzuch...-Powiedział Lou siadając na pieńku obok Harry'ego.
-Ah, to Gally, nie warto się przejmować, coś mu nie pasuje we mnie. Czepia się o nic.-Odpowiedział, patrząc mu w oczy.
-GALLY! Wiedziałem że to cholera on, niech tylko na niego wpadnę... Obije mu tą i tak krzywą twarz, i tyle.
-Bez przesady, nie chcę się wychylać, poza tym po co wywoływać kłótnie.  
-Ja zdecyduję co zrobię Harry.
 Zapadła cisza którą przerwała ręka Louisa wspinająca się po nodze Harry'ego aż dotarła do uda, gdzie powoli wędrowała wyżej. 
Ich usta zbliżały się do siebie - jak magnes-nie odrywali od siebie oczu, zatopili się w swoich ramionach i zrobili to. Pocałowali się. A nie skończyło się na jednym pocałunku. Położyli się na trawie, nie przestawali, a ich uścisk stawał się coraz silniejszy.
Harry czuł że nie da rady się oderwać, było to dla niego jak narkotyk, wiedział że tak było przed strefą, czuł że Louis to namiastka jego domu i część jego serca.
Kocham cię-Wyszeptał Louis, a Harry'emu zrobiło się dużo lżej i cieplej na sercu. Czuł się bezpieczny.
-Ja Ciebie bardziej Loueh..Ja Ciebie bardziej-Odpowiedział.
Leżeli na Trawie, patrząc na gwiazdy chowające się za koronami drzew. Ich ręce były splecione, oboje odpoczywali. Strefa przestała dla nich istnieć, byli tylko oni.
Do czasu. 
-HAROLD!!!-Dobiegł ich głos-HAROLD PURWA GDZIE SIĘ SZWENDASZ!? 
-Cholera-powiedział Harry szybko wstajac-Co teraz?
-Wiejemy?-Odpowiedział niebieskooki szybko zakładając koszulkę.
-To będzie podejrzane..Ty wiej a ja tu zostanę.- Wyszeptał chłopak-Dalej! LEĆ! Widzimy się jutro.
-Dobrze Harry...Do jutra.-Powiedział Lou po czym odbiegł, 
Newt podszedł do Harry'ego, wyraźnie zaciekawiony sytuacją, Harry nie był zdziwiony, w końcu to on siedział na pieńku bez koszulki, był zdyszany i zdezorientowany. 
-Wiesz młody, jak chciałeś pobyć sobie..ykhym, sam na sam, to mogłeś krzyknąć że mam podejść jak skończysz, dałbym ci trochę czasu.-Powiedział.
-Bardzo, purwa śmieszne. Nic nie robiłem, ja tylko....
-Dobra, dobra nie tłumacz się, wybacz ale to wygląda jednoznacznie, więc może lepiej omińmy ten temat, bo jeszcze przestanę się do ciebie odzywać. 
Harry nic nie odpowiedział. Wolał już żeby Newt myślał to co myśli a żeby wiedział co się stało naprawdę.
-No dobra, dalej chodź, ludzie zaczynają gadać jak cię nie ma co wieczór przy ognisku mały dupku. Powiem im że zemdlałeś, to już będzie lepsza wersja. 
Wstał, ubrał koszulkę i podążył za Newt'em który podśmiewał się jednoznacznie.
-Mieliśmy nie poruszać tematu, a tymczasem ja słyszę że nadal tym żyjesz.
-Oh przepraszam Harold, ale nigdy wcześniej nie nakryłem kogoś na trzepaniu sobie w lesie.- Newt roześmiał się a Harry był pewny że jego śmiech słychać przy samym ognisku. 
-Wstrzymaj twarzostan Newt, jakoś mi się nie uśmiecha wysłuchiwać tego do końca mojego pobytu tutaj.
-Trzeba było smrodasie myśleć wcześniej. Tymi żartami rekompensuje sobie tą sytuacje na jakiej cię nakryłem.
*
Harry i Newt dotarli do ogniska, wszystkie twarze były zwrócone w ich stronę. Pośród tego tłumu Harry zobaczył Louisa jak zwykle siedzącego pośród innych zwiadowców. Lokowany szybko odwrócił od niego wzrok by nie budzić podejrzeń. Nie miał zamiaru jeszcze bardziej wpieniać Gally'ego. 
-Młody zemdlał w lesie-powiedział Newt obojętnym tonem i usiadł na ziemi obok Alby'ego.
Harry znalazł sobie miejsce koło patelnika i resztę wieczoru wysłuchiwał ich rozmów i opowieści. Musiał opierać się pokusie patrzenia na Louisa. 
Po skończonej wymianie zdań przez członków strefy, Patelnik przygotował sytą kolację składającą się z paru pieczonych prosiaków i parunastu wielkich garów z ziemniakami. Wszyscy wspólnie zjedli ostatni posiłek w tym dniu i udali się na swoje hamaki, w swoich prowizorycznych drewnianych domkach. 
Harry położył się na swoim miejscu i uśmiechnął się wpominając cały dzień, który nie zaczął się najlepiej, ale skończył wspaniale. Najśmieszniejsze było jednak to że on i Louis się całowali, według Newta Harry zajmował się sobą w lesie, a według streferów-zemdlał. 
 A więc z pocałunku zeszło na omdlenie-pomyślał Harry i uśmiechnął się w duchu.









2 komentarze: