wtorek, 25 listopada 2014

Six.

Skończył "praktyki". Niebo robiło się ciemne.
Coś w nim drgnęło, poczuł dreszcz, osunął się na ziemie chwytając się za głowę, bolała go,  nieznośny ból przeszywał go od głowy po serce, nie wiedział co się dzieje.
-POMOCY-Krzyczał-POMOCYy...-Głos był coraz cichszy a on praktycznie leżał na długiej gęstej trawie, w ciemności, daleko od ogniska w którym zbierali się streferzy o tej porze, teraz żałował że nie opiekuje się nim Newt, on by wiedział co zrobić
Czuł się coraz gorzej, nie mógł wstać, kręciło mu się w głowie, nagle zza gęstej trawy zobaczył parę nóg biegnących w jego stronę, biegł szybko. Harry zamykał oczy pomocy-dodał po czym wszystko stało się ciemne. 
*
Otwiera oczy, widzi nad sobą twarz Newt'a i Alby'ego, jest mu wygodnie-czyli na pewno nie leży w swoim hamaku. Leży w łóżku.
-No, kontaktujesz Harold! A już myślałem że będziesz spać 3 dni!-Powiedział uradowany Newt widząc że Harry spogląda na niego.
-Ile tu leże? Proszę nie mów że przespałem kolejne dni.-Wykrztusił Harry siadając na łóżku.
-30 min. Nie dużo, ale nie wiem co się z tobą stało. Plaster mówi że zasłabłeś z nerwów, naprawdę aż tak cię stresuje pobyt tutaj?-Odpowiedział Alby z tą samą kamienną miną jaką widział Harry gdy pierwszy raz go zobaczył.
-Kto to Plaster?-Zapytał Harry powtarzając sobie słowa Alby'ego w głowie.
-Mówimy tak na medyka-Odpowiedział Newt-Jak dojdziesz do siebie smrodzie to będziesz miał u niego praktyki za parę dni.
-Super-Pomyślał chłopak-Sam mdleje na trawie a mam pomagać leczyć innych?-A! I dziękuje ci Newt że mnie znalazłeś, teraz bym pewnie już tam leżał martwy-Powiedział Harry wlepiając oczy w sufit.
-Harold, ale to nie ja cie znalazłem...Tylko Louis
 Harry poczuł zastrzyk adrenaliny.Louis? Dlaczego szedł tamtędy, i jaki to zbieg okoliczności że właśnie go znalazł? Chciał wstać z łóżka ale Newt zareagował i przycisnął go ręką z powrotem .
-Leż świerzuchu, masz odpoczywać, i się nie stresować, jak chcesz bym cie uspokoił to mogę ci pośpiewać.- Zaśmiał się Newt.
-Louis! Mogę z nim pomówić? Jest tutaj? Proszę powiedz że tak!-Wydyszał Harry resztkami sił, znów poczuł się bardzo słaby.
-Jest przed drzwiami-Powiedział Alby wstając-Zawołamy go tutaj, Newt idziemy.
 Oboje wyszli, Harry leżał w łóżku a serce biło mu jak oszalałe.
Wszedł, zmęczony, spocony z zaczerwieniony, ale nadal piękny-tak pomyślał Harry.
Spojrzał na niego swoimi błękitnymi oczami, załzawionymi błękitnymi oczami...Usiadł na taborecie obok łóżka w którym leżał chłopak, przypatrywał się mu, widać że chciał coś powiedzieć, ale nie mógł wykrztusić słowa.
-Dziękuję ci-wyszeptał Harry chcąc przerwać cisze.
-Widziałem cię.-powiedział Louis spuszczając wzrok w podłogę-Widziałem cię w mojej głowie, kiedyś, to byłeś ty, teraz to wiem. 
-Jak to widziałeś?! Jak?! Kiedy? Dlaczego?-Harry usiadł w pośpiechu na łóżku-Kiedy, powiedz?
-Nie mogę, jest za wcześnie, dowiesz się w swoim czasie, po prostu widziałem Cię...Nie wierze w to, ale naprawdę tak było...
-MAM DOSYĆ TEGO DOWIESZ SIĘ W SWOIM CZASIE! WSZYSCY COŚ WIECIE A JA NADAL NIE!-Wykrzyczał Harry w którym zbierała złość.
-Harry! Proszę nie denerwuj się PURWA! Powiem ci! Wszystko ci powiem, obiecuje, ale jeszcze nie teraz, naprawdę nie mogę!-Powiedział Louis patrząc na Niego, a Harry'emu zrobiło się wstyd gdy zobaczył że Louis płacze, łzy leciały mu ciurkiem po policzkach.
-Przepraszam, ale to...To nie jest normalne, ja nie wiem co się dzieje...-Wycedził Harry.
-Nic nie szkodzi...Chodzi mi o to, że ja cię..pamiętam..Widziałem cię ale w przeszłości, ja cię znałem... Nie pamiętam dlaczego, nie pamiętam o co chodziło dokładnie ale jestem pewien że widzieliśmy się wcześniej, przed Strefą. 
 Harry'ego zamurowało, on nie pamiętał nic, ale jego podświadomość poznawała Louisa, znała jego charakter. On wiedział że łączy ich "coś", może przyjaźń...Coś dużego, ale nic po za tym, to było męczące.
 Zapadła cisza. Harry był bliski paniki, Louis za to siedział z głową prawie miedzy kolanami.
-Słuchaj-wyszeptał Louis, nie mów o tym nikomu, na razie nie...Będziemy codziennie wieczorem spotykać się przy kuchni, i ustalimy co oboje pamiętamy. Musimy Harry, Musimy.
-Oczywiście Loueh-Powiedział chłopak przypominając sobie że tak mógł kiedyś na niego mówić. "Loueh", musiał to zapamiętać do następnego spotkania.
 Louis chwycił rękę Harry'ego a następnie obrócił się i wyszedł, pozostawiając go z głową pełną myśli i szybko bijącym sercem.
*
Godzinę później wrócił Newt z tacą pieczonej szynki z ziemniaczkami i wodą.
-Masz, najedz się księżniczko, tylko się nie przyzwyczajaj do obsługi.-Zaśmiał się Newt-Zostaniesz tutaj do rana, jutro masz dzień ze mną, a ja cię nie potrzebuje więc właściwie będziesz mieć całodniowy spacer.-Dodał i uszczypnął Harry'ego w ramie.
-Jasne...I tak to będą najtrudniejsze praktyki, bo będę musiał wytrzymać cały dzień z tobą.-Zażartował.
-Nie pyszcz mi tu smrodzie, bo z wrażenia znów zemdlejesz.
 Można by tak z Newtem do rana. Jednak Harry był dość zmęczony całą sytuacją i nie myślał o niczym innym tylko o porządnym, dobrym i zdrowym śnie.
-Newt, możesz już opuścić to pomieszczenie, mam dość na dziś.
-Oczywiście Księżniczko, naciesz się. Jutro tak miło nie będzie, w ramach tego ze jestem "taki zły" zafunduje ci EKSTRA SPACEREK. -Dodał Newt i odszedł tanecznym krokiem. -Też chciał bym mieć taki dobry humor znajdując się tutaj-pomyślał Harry przed snem.
Ile by dał by coś mu się przypomniało, coś kluczowego, coś ważnego, coś co pomogło by rozwikłać zagadkę, poznać tajemnicę...





2 komentarze: