poniedziałek, 24 listopada 2014

Five.

Harry obudził się upadając z hamaku. Nad nim stał Newt widocznie wyspany i czekający z niecierpliwością.
-Co to miało być?!-Powiedział Harry przeciągając się, nadal leżąc na podłodze. 
-Nie mogłem cię obudzić krzykiem, bo jest wcześnie, a oblewać cię wodą nie miałem zamiaru, bo pomoczył bym cały hamak..Ale z drugiej strony...Powiedziałbym że się zlałeś.
 Harry spostrzegł na drzwi, na zewnątrz było jeszcze ciemno, na trawie widniała jeszcze rosa.
-Po co budzisz mnie tak wcześnie? Wszyscy jeszcze śpią.-Powiedział Harry podciągając się na równe nogi.-A co ty myślałeś? Że Louis specjalnie nie pójdzie na zwiady by po południu z tobą pogawędzić? Labirynt nadal jest zamknięty, a Zwiadowcy wyruszają zaraz po otwarciu, więc się spieszmy bo otwiera się o 6.30 a jest 5.-Odpowiedział Newt rzucając sarkastyczne spojrzenie na lokowanego chłopaka który przypomniał sobie o spotkaniu .
-Już, jestem gotowy, idźmy już, proszę chodź.-Powiedział Harry w pośpiechu wychodząc z prowizorycznej drewnianej chatki.
Wyszedł. Dookoła było ciemno, ale nie mrocznie, jak na tak wczesny poranek było dość ciepło i nawet wilgotna trawa nie sprawiała dyskomfortu a przeciwnie, lekko go orzeźwiła. Zobaczył w oddali cienie ludzi wychodzących z domku który był dużo lepiej zbudowany niż ten w którym spał Harry.
-To tam-Powiedział Newt podbiegając koło chłopaka- Zaprowadzę cie tam i masz dosłownie 5 min na wyjaśnienie wczorajszej sytuacji świerzuchu, po 5 min przychodzę po Ciebie i zabieram cię siłą. Leć .
Harry spojrzał na Newta a po chwili zaczął biec w stronę grupki wychodzących z domku ludzi.
Był już prawie przy domku gdy ktoś powalił go na ziemię potężnym uderzeniem w brzuch. Tak, to był Gally. 
-Co tu robisz smrodasie? O tej godzinie powinieneś jeszcze spać w swoim hamaczku. Co kombinujesz?-Powiedział chłopak o zadartym nosie, w jego głosie było czuć wyraźną satysfakcję a na jego twarzy widać było szczery uśmiech, tak jakby był dumny z tego że truje komuś życie.
-Newt wysłał mnie tutaj, mam iść..Mam iść do zwiadowców.-Powiedział Harry, który mimo że był dużo wyższy od Gally'ego odczuwał zmieszanie a może nawet lekki strach przed chłopakiem.
-Ha!Newt..Wiedziałem że on się nie nadaje do roli wiceprzewodniczącego...Żałosne, wysyłać CIEBIE do ZWIADOWCÓW?! Po co miał by to robić, ja na jego miejscu bym cię po wczorajszym wsadził do ciapy, może to by cię nauczyło pokory świerzuchu. I Gdybym ja był na jego miejscu...
Gally nie zdążył skończyć bo zza pleców Harryego wyszedł Newt wyraźnie rozdrażniony.
-Gdybyś był na moim miejscu to może i zrobił byś inaczej, ale nie jesteś i ma to purwa swoje powody. Radzę ci się wstrzymać i trzymać gębę na kłódkę albo to TY będziesz miał ekstra zamknięcie w ciapie.Jakby to powiedział Alby "zrzucę cię z Urwiska"
Gally spojrzał na Newta wyraźnie wpieniony, na całej twarzy zrobił się czerwony i najwyraźniej był bliski wybuchu, ale powstrzymał się i odszedł patrząc na Harry'rgo z wyraźną chęcią mordu.
-Na co czekasz Harold? IDŹ!-Krzyknął Newt a lokowany błyskawicznie przyspieszył tępa.
Zobaczył siedzącego na drewnianej ławce chłopaka, niebieskookiego z brązowymi włosami, to był Louis, to był ten którego Harry tak bardzo pragnął zobaczyć z bliska i ten z którym tak bardzo chciał porozmawiać w cztery oczy.
To był on. Spoglądał w jaśniejące niebo które nabierało błękitnego koloru, miał białą koszulkę która idealnie komponowała się z jego opaloną skórą. Był piękny. Tak przynajmniej pomyślał Harry który był trochę zszokowany własną myślą i określeniem piękny, ale w miarę jak patrzył na Lou, to stwierdzenie wydawało mu się coraz bardziej naturalne w jego myślach..W ustach..
-Heej.. Znaczy, przepraszam za to co było wczoraj ale...
-Cicho świerzuchu, rozumiem stres, nic się nie stało.-Powiedział Louis zanim Harry skończył zdanie-Coś jeszcze? Bardzo się spieszę.-Dodał.
-Tak, mianowicie, czy wczoraj...Czy nie wydawało ci się że mnie..No wiesz..Kojarzysz?-Zapytał Harry, z nadzieją patrząc na chłopaka z tak hipnotyzującym spojrzeniem.
-Przez chwilę jakby..Ale to nie ważne smrodzie, wydawało mi się, a teraz zmiataj, załatwione, nic się nie stało.
-A czy.. Czy dziś wieczorem możesz być tutaj, w tym miejscu, chciałbym trochę z tobą porozmawiać...-Powiedział wyraźnie zmieszany Harry.
-Jeśli będę czuł taką potrzebę i będę mieć smrodzie ochotę, to MOŻE się zjawię. A teraz serio zmiataj, nie mam czasu.
-Czyli tak?-Harry nie odpuszczał.
-MOŻE, jeśli teraz odejdziesz bez słowa i dasz mi spokój.-Odpowiedział Lou.
 Stał jeszcze chwile przed chłopakiem, tak trudno mu było tak po prostu odejść, zwłaszcza że nie wiedział kiedy będzie miał okazję znów z nim pomówić, a rozmowa z Lou była dla niego taka ważna, tak potrzebna. Gdy z nim rozmawiał, a nawet o nim myślał, cała ta strefa, i bagno w którym się znajdował przestawało istnieć, i on sam nie wiedział dlaczego tak się dzieje.
Do Harry'rgo podszedł Newt, poklepał go po ramieniu dając znak że czas już minął. Chłopak odwrócił się i odszedł.  Przeszedł około 30 metrów i odwrócił głowę, ku jego zaskoczeniu Louis szybko odwrócił wzrok, był pewny że mu się przypatrywał i to dodało mu trochę otuchy.
Resztę dnia Harry spędził na pomaganiu Zartowi-Rolnikowi u którego dziś odbywał swoje "praktyki"
Musiał przyznać że praca w kuchni wydawała mu się przyjemniejsza a godziny w niej płynęły szybciej.
Ale może to że czas tak się ociągał było spowodowane tym, że "Harold" nie mógł się doczekać wieczoru? 



 
 
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz