Obudził go ten wrzask, poznawał ten głos, jedyny głos który w tym miejscu powodował że się uspokajał, to był Newt, chłopak który wczoraj pomógł mu wydostać się z tłumu.
-He-Hej, ile spałem?- Zapytał chłopak.
-Uuu, 3 dni, dokładnie 3 dni.-Odpowiedział Newt a jego twarz wyrażała zaskakujące połączenie niedowierzania i radości.- Czas byś się już obudził, myślę że 3 dni to optymalny czas byś się uspokoił i ochłonął po tym co się stało.
-Mogliście obudzić mnie wcześniej, nie chciałem spać aż tyle czasu.-Powiedział chłopak-A tak właściwie.. co się stało, co to za miejsce?
-Nie bądź w gorącej wodzie kąpany klumpie, najpierw powiedz mi, jak masz na imię, po takim wypoczynku powinieneś sobie przypomnieć prawda?
Harry-Pomyślał chłopak-Harry, tak się nazywam-Powiedział.
Nigdy wcześniej nie czuł się tak dziwnie, wszystko do niego wróciło, to w jaki sposób się tu znalazł i to że nie pamięta nic po za tym, ale to że zna swoje imię to już dobry znak, zyskał poczucie swojego człowieczeństwa. Poczuł jednocześnie radość i olbrzymi smutek.
Harry? Niezłe imię, a więc HARRY, chyba że wolisz HAROLDZIE, chodź ze mną, wszystko ci po kolei powiem, ale najpierw zobacz się przed lustrem, chyba chcesz wiedzieć jak wyglądasz prawda?
-Jasne, jasne że chcę! -Powiedział Harry zrywając się na nogi.
Szli kawałek zieloną, pachnącą trawą a nad głową widać było piękne niebieskie niebo, bez chmur.
Dookoła rozciągały się różne, prowizorycznie zrobione,drewniane budynki. W jednym parę hamaków, a w następnym mała umywalnia.
Najbardziej przerażające jednak były te mury... Wielkie betonowe mury które były widoczne z każdej strony.
-Mogę wiedzieć gdzie my idziemy?-Powiedział Harry.
-Do lustra HAROLDZIE, myślisz że w każdym domku mamy po 20 luster? To nie salon piękności tylko STREFA.-Odparł Newt.
-Strefa? Jaka Strefa?-Powiedział Harry a na twarzy Newta namalowane było znudzenie oraz zniecierpliwienie.
-Strefa, to miejsce w którym jesteśmy, tu, to wszyyystko *pokazał ręką cały obszar wewnątrz betonowych murów* Tak trudno było się tego domyślić? Myśl trochę tą czaszkownicą...A teraz cisza, już jesteśmy, właz pięknusi.
Harry chciał zadać jakieś pytania, ale nie zdążył, Newt praktycznie wepchnął go do pomieszczenia z prysznicem i dużym lustrem.
Oto co zobaczył, chłopaka, na jego oko około 19 lat, miał lokowane włosy na których spoczywała opaska, oczy miał zielone, duże. Usta były wyraziste... Były też tatuaże, wcześniej nie oglądał swojego ciała, nie miał czasu, najpierw był zamknięty w ciemnej windzie a następnie szybko zabrany do hamaku gdzie zasnął...
Mam tatuaże-powiedział po cichu...Ale gdzie ja je robiłem....
Jego wzrok powędrował na szyję-był na niej zawieszony wisiorek z krzyżem.-Krzyż, czyli jestem wierzący, chwila, wierzący, tak wiem Bóg, wiem o tym.
Harry nie mógł przypomniec sobie nic więcej, chciał się jeszcze sobie przypatrzeć, wydawało mu się to trochę śmieszne, ale czuł się jakby patrzył na kogoś obcego, tak jakby nigdy nie widział tej osoby która jest teraz na przeciwko niego, w lustrze.
-HEJ! KLUMPIE! ZAKLESZCZYŁEŚ SIĘ W KIBLU CZY CO?! WYŁAŹ NATYCHMIAST!
Taa..Newt, mimo że często na niego krzyczał, to jednak czuł do niego jakiś rodzaj sympatii, zaufania a to było mu bardzo potrzebne w tych dziwnych i niewątpliwie trudnych chwilach.
-IDĘ JUŻ IDĘ!-wykrzyczał i wyszedł z małego, drewnianego pomieszczenia przypominającego toaletę.-Zdecyduj się, albo mnie tam wpychasz, albo wyrzucasz.
Newt zaśmiał się, przyjemnym i szczerym śmiechem.-Nie pyskuj mi tu świerzuchu...Jak dowiesz się kim tutaj jestem to może nabierzesz trochę szacunku co?-Powiedział i klepnął Harry'ego w ramię-Idziemy, musisz poznać Alby'ego, jest przywódcą strefy, słuchaj się go i nie pyskuj.
Harry nie mógł zrozumieć jakim prawem jest tutaj tak pomiatany, ale postanowił słuchać się Newt'a, wiedział że on bardziej orientuje się w tej całej sytuacji.
Trzymał się blisko Newta, starał się patrzeć tylko na jego plecy, ale kontem oka dostrzegał przechadzających się chłopaków którzy wlepiali w niego oczy, było to cholernie nieznośnie.
W końcu podszedł do nich wysoki, młody czarnoskóry chłopak patrzący na Harry'ego surowym spojrzeniem.
-Witaj Njubi, jestem Alby, przywódca tego miejsca.
-Witam, jestem...Harry, tak jestem Harry..-Powiedział a jego wzrok powędrował ku Newtowi.
-Nie bój się Njubi, pozwól że ci wszystko wyjaśnię... To miejsce to STREFA, mieszkamy tu. Zostaliśmy tak samo jak ty wysłani tutaj przez tą windę, co miesiąc przysyła kogoś nowego, na nowego mieszkańca strefy mówimy Njubi. Rozumiesz?-Alby popatrzył na Harry'ego pytająco- Tak, oczywiście, rozumiem-Odpowiedział. -A więc dobrze-Kontynuował Alby- Razem z Njubim co miesiąc dostajemy tu najpotrzebniejsze rzeczy, Jakieś jedzenie, zwierzęta, jako-tako ciuchy i narzędzie, o resztę dbamy sami. Dlatego wyczuwasz tu zapach farmy...
Faktycznie, Harry nie zwrócił wcześniej uwagi na ten zapach, rozpoznawał go, niezbyt go lubił, teraz to wiedział.
-Ykhym słuchaj mnie świerzuchu-odparł Alby wyrywając Harry;ego z zamysłu- Na około nas jak widzisz, są mury, a jeśli się przyjrzysz zobaczysz małe wyjście ze strefy...NIGDY! *Alby wrzasnął* Powtarzam NIGDY nie pozwól sobie na takie prześwity debilizmu by tam wejść, nie pytaj mnie o nic, dowiesz się w swoim czasie dlaczego, po prostu nie pakuj tam swoich pośladów, jeśli nie będziesz mnie słuchać, to zrzucę cię z Urwiska, rozumiesz?
-T-tak, tak myślę, ale....
-ŻADNYCH ALE, daj mi dokończyć.-A więc, jakoś tutaj żyjemy, bo panuje tu DYSCYPLINA, czyli każdy pilnuje swojego zada, i wykonuje swoją prace. Ty zostaniesz przydzielony do różnych opiekunów i zobaczymy do czego się nadajesz. Najpierw pójdziesz do Patelnika, on zajmuje się kuchnią, pomożesz mu trochę, a on oceni czy się nadajesz.
-Dobrze, ale...
-Znowu to "Ale"? Przepraszam ale nie jestem dziś, twojamać w humorze, więc rób na razie to co do ciebie należy, zaczniesz od jutra. Ogay?
-O..Ogay...-Powiedział Harry, jednak nie znał znaczenia tego słowa, uznał to jako potwierdzenie.
-Super, cieszę się że sobie to wyjaśniliśmy, Newt, weź go odprowadź, do widzenia.-Powiedział Alby po czym odwrócił się i odszedł,
-Eh, nie martw się, Alby ma czasem humorki, ale wie o czym mówi, nie zazdroszczę mu tego, że musi panować nad wszystkimi dzieciakami tutaj.
-A kim, kim ty jesteś tutaj, skoro on jest przywódcą?-Wykrztusił Harry.
-Ja? Jestem zastępcą...Więc mi nie pyskuj- zażartował Newt a na jego twarzy zagościł łobuzerski uśmiech.
-O, więc kłaniam się do stóp najjaśniejszy panie. - zażartował Harry.
-Przestań biadolić szczylu, czeka cie jutro, Purwa, niezły dzień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz