sobota, 22 listopada 2014

Three.

Otworzył oczy, poranek, dziś miał poddać się próbie, mimo że to wszystko wydawało mu się śmieszne.
Dopiero co został tu zesłany, wbrew jego woli, nie wie kim jest jego rodzina, nie wie gdzie jest, a oni już go wysyłają do "pracy" czuł się jak zagubiony szczeniak w wielkim świecie mimo że teraz, jego cały świat był w zasięgu wzroku, była to strefa - dołująca myśl, ale musiał się pozbierać, nie mógł się poddać, co to by o nim świadczyło.
I tu dowiedział się ciekawostki o sobie- nie odpuszcza łatwo, teraz wiedział że ma jakąś dobrą cechę, i ta myśl pozwoliła mu na chwilę zapomnieć o tym miejscu i skupić się na zadaniu, miał iść do niejakiego patelnika. Bał się tego, co by zrobił Alby gdyby go nie posłuchał. 
Wstał więc i przed wejściem do chatki zobaczył Newta, czuł się jak małe dziecko- Naprawdę muszę mieć opiekunkę?-Powiedział po cichu, ale z drugiej strony cieszył się że go widzi, przecież...Nawet nie wie jak ów Patelnik wygląda.
-No jesteś świerzuchu, gotowy?-Powitał go Newt odwracając wzrok od otwierających się bram muru.
-Chyba tak, mimo że nie mam nadal pojęcia o co w tym wszystkim chodzi..
-Nikt nie wie Harold, nikt tego do końca nie wie, możemy się tylko domyślać, ALE my tu pierdu-pierdu a minuty uciekają, dalej, spinaj poślady i "idziemy" do pracy!
Newt i Harry dotarli do drewnianej chatki wypełnionej różnymi garnkami, miskami,sztućcami i przede wszystkim całą masą patelni -Już wiem dlaczego mówicie o nim patelnik-Powiedział Harry a Newt uśmiechnął się lekko.
-Witaj Njubi!-Powiedział Patelnik który był wysokim brodatym chłopakiem około dwudziestki, sprawiał wrażenie sympatycznego, mimo swojego wyglądu.
-Witam, jestem Harry.
-No! To ja was zostawiam! Mam ważniejsze rzeczy do robienia niż obserwowanie cie-szczylu w twoim pierwszym dniu roboty, mimo że chętnie bym to zobaczył.-Dodał Newt odchodząc-Do zobaczenia wieczorem Harold! 
A więc do roboty. Harryemu kuchnia wydawała się banalna i przyjemna, myślał że będzie gorzej, a jednak bardzo mu się to podobało. Co prawda nie czuł się jak ekspert ale wiedział że na pewno już kiedyś coś gotował, tylko jak zwykle, pojedyncze obrazy, jakiś blat, nic konkretnego... 
Pod koniec dnia Patelnik wydawał się zadowolony z Pracy Harry'ego - obiecał że przekaże Newtowi pochwałę oraz wyraził nadzieje że Harry zostanie w tej pracy na dłużej.
*
-Myślałem że będzie gorzej, a jednak było całkiem ogay.-Mówił Harry przechadzając się z Newtem wieczorem po strefie- Uważaj, bo jeszcze zostaniesz naszym nowym kucharzem, jak cię nazwiemy? Łyżkarnik czy Rondelnik?-Newt zaśmiał się, i mimo że Harry'ego drażniły jego ciągłe zaczepki to też nie mógł się powstrzymać od śmiechu.
Przechadzali się jeszcze chwilę do póki nie dotarli do ogniska, symbolicznie rozpalanego co noc. Wieczorem zbierała się tam prawie cała strefa, więc płomień musiał być duży, by ogrzać wszystkich.
Harry usiadł obok Newta na pieńku i zaczął obserwować wszystkich po kolei, chciał zapamiętać jak najwięcej twarzy. Jego wzrok skupił się na przybliżającej się grupie ludzi, wyglądali na zmęczonych ale śmiali się w swoim gronie i szli wesołym krokiem.
-Kto to jest?-Zapytał Harry obracając się do Newta.-To? To zwiadowcy, oni wchodzą do Labiryntu i próbują znaleźć wyjście.
-LABIRYNTU?-Wykrzyczał Harry mimo woli- JAKIEGO PURWA LABIRYNTU?
-Wstrzymaj twarzostan twojamać świerzuchu!-Powiedział Newt zamykając Harry'emu buzie.-Zaraz wezmą cie za jakiegoś pomylonego, dowiesz się w swoim czasie...A teraz słuchaj się mnie i przypomnij sobie słowa Alby'ego. Nie truj mi pośladów. Nie teraz.
Harry siedział z założonymi rękami-Jaki do cholery labirynt? co tu się dzieje-myślał.-A na dodatek jeszcze każą mu siedzieć cicho jakby nigdy nic. Sam nie wiedział dlaczego jeszcze się ich słuchał.
Chłopak podniósł głowę czując nad sobą czyiś oddech- Zobaczył twarz chłopaka, około osiemnaście lat, zadarty nos i twarz pełna nienawiści, był jakiś dziwny, same patrzenie w jego wlepione oczy było nieprzyjemne a co dopiero ton jego głosu.
-Jakiś problem z tym świerzuchem Newt?- Powiedział chłopak tonem tak oschłym i cichym że same węże chowałyby się słysząc go.
-Wszystko ogay z twoją głową Gally? Gdyby było dobrze, to byś nie wtykał swojego nochala w nie swoje sprawy. Nic się nie dzieje jeśli chcesz to wiedzieć wszechwładco. -Odparł Newt, a Harry był mu wdzięczny za sarkazm w głosie.
-Niech twój szczyl którym się opiekujesz nie wychyla się za bardzo, bo będę musiał się nim zając.-Powiedział chłopak, który najwidoczniej nazywał się Gally i odszedł.
-Nie przejmuj się nim Harold, czasami się zastanawiam czy patelnik przypadkiem go nie trafił jakimś garnkiem, bo definitywnie nie jest z nim wszystko ogay.-Newt zaśmiał się, a Harry znów zwrócił głowę w stronę grupki chłopaków którzy teraz już siedzieli nieopodal na pieńkach.
-Ej, Harold, tak w nich wlepiasz swoje patrzały że zaczynam się bać o to czy zaraz się któremuś nie oświadczysz.-Powiedział Newt wyrywając Harry'ego z zamyślenia.
-Co? Ja? Ja nie..Ja tylko chce zapamiętać jak najwięcej twarzy...Chce ich spamiętać. 
-Oh no oczywiście świerzuchu, szkoda tylko że na innych tak gał nie wlepiasz. 
Patrz, ten tam, ten Azjata to Mihno. Tak jak Patelnik jest opiekunem kucharzy, tak on jest opiekunem zwiadowców, ten obok niego to  Mati, ten blondas to Picas, a tamten po lewej z kanapką w ręce to Leon, wszyscy to zwiadowcy...Kumasz? 
-A ten?-Harry wskazał na chłopaka który podszedł do grupki i usiadł koło nich.Miał brązowe włosy opadające mu lekko na twarz. Miał delikatny zarost i białą bluzkę bez rękawów.
-Ah no tak, zapomniałem o nim. To Louis, też zwiadowca.-Powiedział ze znudzeniem Newt.
-Louis...Louis...-Harry był pewny że go zna, ale tradycyjnie- nie wiedział skąd...
No świetnie, kolejne zagadki bez rozwiązań które będą go męczyć po nocach.
Jeszcze tego mu brakowało.




2 komentarze:

  1. Czekam na next! Pomysł mi się podoba I właśnie zyskałas czytelniczke ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za uznanie, takie wpisy motywują do pracy :3

      Usuń